Polecamy książki dla juniorów (i rodziców): całkiem szalona historia komputerów

Gdy do polski trafiły pierwsze komputery osobiste – ZX Spectrum, potem Amigi, Commodore czy – szczyt marzeń – Amstrad Schneider, byłem akurat w takim wieku, że ten nowy, wciąż jeszcze monochromatyczny, ale jakże podniecający świat pochłonął mnie całkowicie. Spędzałem długie godziny w domu tych szczęśliwych kumpli, którzy posiadali taki sprzęt. Prenumerowałem Bajtka, którego każdy numer czytałem od deski do deski wyobrażając sobie wszystkie opisywane tam gry. Nagrywałem na kasety programy komputerowe nadawane przez radiową Czwórkę i trzymałem potem kciuki, żeby komputer kolegi odczytał co trzeba z długiego ciągu charakterystycznych pisków. Klękałem przed pierwszym PC XT, którego zobaczyłem w biurze taty kolegi. Poznawałem tajniki MS DOS, którego komendy z początku wydawały się nie do ogarnięcia wczesno-nastoletnim rozumem.

Wszystkie te wspomnienia wróciły do mnie w chwili, gdy wziąłem do ręki „Szaloną historię komputerów” Marcina Kozioła i zacząłem kartkować jej strony wpatrując się w dawno zapomniane zdjęcia elastycznych dyskietek, kart perforowanych i joysticków. Nie wiecie, co to są karty perforowane? Właśnie po to jest ta książka, by się tego dowiedzieć! Lub sobie przypomnieć, jeśli się było takim maniakiem pierwszych komputerów, jak ja.

Narratorem książki jest Docent Pięć Procent, którego nagle wessało do komputera oraz pies imieniem π-es, który towarzyszy swemu panu w wędrówce po zakamarkach komputerowego wnętrza. Razem przypominają fakty z historii komputerów (a ta sięga XVII wieku, gdy skonstruowano pierwszą, drewnianą, maszynę liczącą!), opisują części, z których składają się te maszyny i wyjaśniają ich funkcjonowanie oraz rozwój, wprowadzają w podstawy programowania począwszy od zapisywania informacji kodem binarnym i wyjaśnienia różnic pomiędzy bitem a bajtem.

Książka kończy się przewrotnym zadaniem. Czytelnik ma opisać, jak wyobraża sobie swój komputer za pięć, za dziesięć oraz za piętnaście lat, a następnie… nie zaglądać do tego opisu przez kolejnych pięć, dziesięć oraz piętnaście lat! Czy jest ktoś, kto będzie w stanie sprostać takiemu zadaniu? W każdym razie ta swoista kapsuła czasu zawierająca nie przedmioty, a nasze wyobrażenia o przyszłości będzie kiedyś znakomitą lekcją poglądową na temat tego, jak szybko rozwijają się komputery i jak bardzo możemy się mylić w przewidywaniu przyszłości (czyli futurologii, bo takim naukowym terminem określa się takie gdybanie).

„Szalona historia komputerów” posiada jeszcze co najmniej dwie zalety. Jedną z nich jest szata graficzna nawiązująca wprost do tego, co kiedyś prezentowały ekrany ośmiobitowych komputerów, co dziś nadal możemy spotkać np. w popularnym Minecrafcie, czy w obrazach artystów świadomie nawiązujących do tej estetyki. Druga zaleta to interaktywność. Książce towarzyszy strona internetowa docent5procent, a na niej liczne filmy i zadania działające po wpisaniu kodów zawartych w książce.

Arcyciekawą postacią jest również autor, Marcin Kozioł, którego notkę biograficzną kopiuję ze strony Docenta Pięć Procent:

Marcin Kozioł urodził się w 1977 roku. Pierwszą książkę (dla fanów mikrokomputerów) opublikował, kiedy miał piętnaście lat! W tajemnicy przed rodzicami! Wyobrażacie sobie ich zdziwienie, gdy listonosz przyniósł egzemplarze autorskie?! Jako szesnastolatek (i pierwszy Polak) został stypendystą szkockiej uczelni Gordonstoun – będącej pierwowzorem magicznego Hogwartu. Ukończył ją jeszcze przed Harrym Potterem 🙂 Dziś jest ekspertem w dziedzinie mediów elektronicznych. I oczywiście… zbiera stare komputery. Prowadzi rezerwat dla rzadkich komputerowych okazów. Wszystkie mają się dobrze! Jest też podróżnikiem. Zwiedził ponad 40 krajów, a teraz trenuje jeździectwo, by w siodle zwiedzić kolejny. Choć nie potrafi tego robić, tańczył na kameralnym pokazie przed samą królową Elżbietą II i mało brakowało, by wpadł w objęcia Jej Królewskiej Mości, wywołując przerażenie na twarzach agentów specjalnych.

A na koniec refleksja – dla kogo jest ta książka. Dla juniora, który urodził się w świecie cyfrowym, a czasy w niej opisane to prehistoria, czy dla jego rodzica, dla którego będzie proustowską magdalenką przywołującą niekończące się wspomnienia z własnego, analogowego dzieciństwa? A może dla obu?

W każdym razie gorąco tę pozycję polecam młodym oraz całkiem już dorosłym czytelnikom.

Wojciech Musiał (całkiem dorosły)

Marcin Kozioł

Szalona historia komputerów

Wydawnictwo Prószyński i S-ka

Polecamy książki dla juniorów (i rodziców): całkiem szalona historia komputerów
5 (100%) 1 głosów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *