Reforma edukacji – klasy 4-6 na straconej pozycji?

O planowanej reformie edukacji wiele już napisano. Czuję jednak potrzebę, żeby dołożyć do opublikowanych wypowiedzi swoje pięć groszy. Jestem nauczycielką, pracuję już prawie dwadzieścia lat, ale nie o tym zamierzam pisać. Jestem przede wszystkim matką szóstoklasisty.

Mój syn stał się ofiarą kolejnych reform edukacji. Urodził się w 2005 roku. Gdy miał sześć lat, rząd Platformy Obywatelskiej postanowił obniżyć wiek szkolny. To był ostatni rok, gdy rodzice mieli mieć wybór, bo od następnego wszystkie sześciolatki miały obowiązkowo iść do szkoły. Nie przewidziałam, że rząd się wycofa z wprowadzenia tej reformy (mój błąd) i posłałam go wcześniej do szkoły. Rok później miała nastąpić kumulacja i prawie dwa roczniki miały rozpocząć edukację.

Co było fatalne przy wprowadzaniu tej reformy? Po pierwsze, żeby przekonać rodziców do posłania sześciolatków do szkoły, zmieniono podstawę programową w przedszkolu. Rodzice mieli dojść do wniosku, że dzieci w przedszkolu się nie rozwijają i nie uczą i wybrać szkołę. Trudno wymyślić coś bardziej szkodliwego dla dzieci. Trafiały do szkoły gorzej przygotowane do podjęcia nauki, nie dlatego, że były młodsze, ale dlatego, że rządzący jak zwykle przedobrzyli. Drugi błąd to przedłużanie chaosu. Wbrew temu, co wydaje się wielu rodzicom i co dominuje w dyskusji na ten temat, mniejszym problemem jest to, czy do szkół trafią sześcio- czy siedmiolatki. Najważniejsze jest to, żeby dzieci uczyły się z rówieśnikami. Tymczasem rządzący zrobili najgorszą możliwą rzecz, przedłużyli okres chaosu, wydłużając czas wprowadzania reformy. To łączenie uczniów w różnym wieku w jednej klasie powoduje najwięcej problemów dzieci młodszych. Często nie pojawiają się one na początku, czasem dopiero w klasie czwartej albo piątej okazuje się, że część młodszych dzieci jest słabsza manualnie, sportowo, a przede wszystkim mniej dojrzała emocjonalnie.

student-1666118_640Moje dziecko, jak wspomniałam, poszło do szkoły rok wcześniej. Rozpoczęło naukę w klasie dla sześciolatków, ale dzięki nieodpowiedzialnej decyzji dyrektora szkoły w czwartej klasie przestała ona istnieć i została uzupełniona o dzieci rok starsze. Intelektualnie sobie radzi, ale pod wieloma względami nie jest dla niego korzystne dzielenie klasy z dziećmi starszymi.

Teraz natomiast mój syn ma stać się ofiarą kolejnego eksperymentu edukacyjnego. Jako matka-nauczycielka nie mogę sobie wyobrazić dla niego niczego gorszego niż nauka w siódmej i ósmej klasie. I tak, marzę, żeby ta reforma odwlekła się choć o rok i żeby mój syn trafił do gimnazjum. Dlaczego? Nawet zwolennicy powrotu do ośmioletniej podstawówki muszą zauważyć, że obecne klasy 4-6 będą na straconej pozycji. Dla nich do siódmej i ósmej klasy trzeba napisać specjalny przejściowy program.

Nauka musi stanowić pewną całość. Dla przykładu, w obecnej szóstej klasie historia kończy się na współczesności. Klasa pierwsza nowego LO ma zacząć się od starożytności. Czego dzieci będą się uczyły przez te dwa lata? Gdy wejdzie nowa ośmioletnia podstawówka, historia w klasach 4-8 będzie stanowiła zamknięty cykl, który w LO będzie się powtarzał w sposób pogłębiony. Dla dzieci, które obecnie uczą się według programu sześcioletniej podstawówki, trzeba będzie coś dosztukować.

Język polski. W LO zarówno trzy, jak i czteroletnim uczymy głównie historii literatury (od starożytności do współczesności). Nie robi się tego w podstawówce i gimnazjum. Natomiast treści, które się pojawiają w tych szkołach, będą w LO potrzebne. Wniosek? W dwa lata (w siódmą i ósmą klasę)  trzeba będzie włożyć materiał trzyletniego gimnazjum, który uczniowie muszą opanować. Tak sytuacja wygląda ze wszystkich przedmiotów. Nasze dzieci cały materiał gimnazjum będą musiały opanować w dwa lata. Przedłużenie nauki w liceum służyć ma dokładniejszemu opanowaniu treści, których obecnie uczy się w tej szkole, a nie treściom z poprzednich etapów edukacji.

Dla tych trzech roczników powstanie tymczasowa podstawa programowa, tymczasowy program, tymczasowe podręczniki. Przygotowane pod presją czasu, ze świadomością, że po trzech latach nie będą do niczego potrzebne. Ktoś wierzy, że zostaną przygotowane dobrze? Gdyby rząd PiS miał na uwadze dobro dzieci i wierzyłby szczerze w konieczność reformowania oświaty w Polsce, to wprowadzałby zmiany dla obecnych klas trzecich, żeby nauczanie przedmiotowe rozpoczęły według nowej koncepcji, zaś klasom 4-6 pozwoliłby spokojnie dokończyć edukację w takim systemie, w jakim ją rozpoczęły.

Marzę o tym, żeby moje dziecko poszło w przyszłym roku do gimnazjum. Uczyło się według sprawdzonych programów i z dobrze napisanych podręczników. Żeby mogło zmienić szkołę, bo większość gimnazjów to świetne placówki, twórcze, kreatywne, z zaangażowaną, kompetentną kadrą. Nie chcę, żeby było ofiarą kolejnych eksperymentów. Nie chcę, żeby konkurowało o miejsce w LO z dziećmi z roczników 2003 i 2004, jest młodsze, będzie mu trudniej. Jeśli my, rodzice, nie ujmiemy się za naszymi dziećmi, to nikt inny tego nie zrobi. Dlatego rodzice szóstoklasistów łączcie się! A rodzice piąto- i czwartoklasistów pomóżcie! Waszych dzieci to też dotyczy.

c

z c cvautorka: Weronika Szelęgiewicz – od 18 lat nauczycielka języka polskiego, przez wiele lat związana z XXXVI LO w Krakowie, gdzie pracowała również według autorskiego programu wiedza o wybranym regionie, ucząc kultury Azji. Uczyła również w Gimnazjum nr 40 (w tym samym zespole szkół), a obecnie – w Zespole Szkół Salezjańskich w Krakowie. Działa również w lokalnym samorządzie, gdzie w Radzie Dzielnicy XIV zajmuje się m.in. kwestiami edukacyjnymi. Angażuje się w akcje ratujące szkoły przed likwidacją, jest zwolenniczką istnienia gimnazjów, uważa, że podstawą edukacji powinna być dobra szkoła samorządowa.

Reforma edukacji – klasy 4-6 na straconej pozycji?
4.95 (98.91%) 403 głosów

25 komentarzy

  • Katarzyna

    Jestem w takiej samej sytuacji.Mam córkę w 6 klasie – rocznik 2005. Marzę o tym, żeby chociaż o rok przełożono tę absurdalną reformę.
    Na dodatek jestem polonistką w gimnazjum, które jest do likwidacji, bez szans na przekształcenie w innego typu szkołę. 😔

  • mama 4-klasisty i starszych dzieci

    Ja jestem zadowolona z reformy. Jako, że jestem mamą czwórki dzieci, widzę przerażający spadek poziomu nauczania w obecnym systemie i z programami nauczania wymyślonymi przez PO-PSL. Moje dzieci to uczniowie bardzo dobrzy (dwójka to w tej chwili studenci), które zostały okradzione z należącej im się wiedzy. Okrojony, zdegradowany materiał nauczania w średniej szkole, prowadzi do kretynizmu młodzieży studenckiej. Żałuję, że mój syn kończący gimnazjum będzie zmuszony jeszcze iść starym systemem. Nadzieja pozostała tylko dla mojego czwartoklasisty.

  • maman

    Też jestem mamą 6-klasistki i nauczycielką. Córka marzyła, by iść do gimnazjum. Na dodatek chciała iść do tego, w którym ja uczę. Będąc nauczycielem w klasie integracyjnej wiem jak wyglądają wszystkie lekcje i jak prowadzą te lekcje nauczyciele. Przyklasnęłam więc jej pomysłowi. Nauczyciele są bardzo dobrzy i moi uczniowie też. Pracuję 10 lat i wypuściłam w świat wielu wspaniałych uczniów, którzy nierzadko właśnie w gimnazjum odkryli swoje życiowe powołania. Udało mi się zarazić fotografią, medycyną, sportem, psychologią. Absolwenci do tej pory przychodzą w odwiedziny i mówią, że czas gimnazjum, to najlepszy czas w ich życiu.
    Mam też w domu 6-latka, który poszedł do pierwszej klasy. Poszedł, bo chciał. I jest bardzo zadowolony. Cieszy się, że wreszcie może liczyć i uczyć się pisać. Ja po cichu cieszę się z jego sukcesów, bo nie powiem, miałam wielkie obawy. Synek chętnie odrabia lekcje i z radością codziennie wychodzi do szkoły.
    Dlaczego nikt nie pomyslal, by zostawić te 6-latki w szkole, automatycznie robi się miejsce w przedszkolach i żłobkach dla młodszych. 12-latek szedłby do gimnazjum, a szkołę średnią wydłużyć o ten jeden brakujący rok.

  • Issie

    Panie Marcinie! Nazywając rzecz po imieniu – jest Pan zwykłym EGOISTĄ! Podoba się Panu PiS-owska „pseudoreforma”…. ale jej konsekwencje lepiej niech poniosą inne dzieci, a nie własne…. Wstyd!
    Bez Pozdrowień – Mama 5-klasistki.

  • JB

    W 2019 roku o miejsca w liceach będą konkurowały roczniki 2003, 2004 i 2005. Jakie szanse będą miały nasze dzieci na dostanie się do szkoły? Jak poradzą sobie szkoły średnie z taką liczbą uczniów? Czy to w ogóle jest wykonalne?

  • Magis

    Gdy moja córka chodziła do gimnazjum to całym sercem byłam za likwidacją tej szkoły. Jest to na pewno trudny wiek dla młodzieży i miałam wrażenia, że przejście z podstawówki do gimnazjum uważali za jakieś niesamowite osiągnięcia – na miarę nawet dostania się na studia. Wydawało im się, że już są dorośli i zdecydowanie na wiele więcej sobie pozwalali niż gdy byli w podstawówce. Oczywiście wymagania i oceny tez były już na innym poziomie. Moja córka świetnie się uczyła więc raczej denerwowało mnie ogólna atmosfera w szkole. Zachowanie uczniów i dających się wciągnąć w bezsensowne rozmowy nauczycieli. Nie chce atakować nauczycieli gimnazjum bo to nie o to chodzi , jak w każdej szkole są świetni nauczyciele ale i też „beznadziejni”, podobnie jest z młodzieżą. Ja uważałam, że zostawienie ich jeszcze na dwa lata w podstawówce spowodowałoby, że ta euforia bycia dorosłym oddaliłaby się jeszcze w czasie. Niestety zdanie swoje zmieniłam. Otóż mój syn jest z rocznika 2003 czyli konkurencyjnego do Pani syna. I powiem że wcale nie śpię spokojnie po nocach. Też chciałabym aby gimnazja wróciły, aby ta reforma miała ręce i nogi. Teraz wszystko toczy się niby normalnie ale ….Co będzie w trzeciej klasie gdy tylko będzie ostatnim rocznikiem ? Na jakich zasadach będą przyjmować do liceum ? Świadectwo – przecież wiadome jest, że roczniki z podstawówki będą miały lepsze świadectwa niż w gimnazjum!!! Ile klas będzie realizował w liceum ? Pójdzie do drugiej czy do pierwszej klasy w liceum ? Nic do końca nie wiadomo, ciągle myślą i wymyślają. Boję się, że mimo tego, że syn świetnie uczy się to reforma spowoduje że nie dostatnie się do wymarzonego liceum. Dlaczego zmiany mają utrudniać mu i tak ciężką drogę edukacyjną ? Wszyscy zajmują się dziećmi 6-7 letnimi a co z tymi, które są już w gimnazjum czy na dalszej już drodze w podstawówce. Jak córka chodziła do szkoły to przynajmniej było wiadomo co i kiedy ją czeka. Wiadomo było, że trzeba zdać świetnie egzamin gimnazjalny i mieć dobre świadectwo aby dostać się do bardzo dobrego liceum. A co mam powiedzieć synowi ? Ucz się a potem zobaczy ??? Uważam nadal, że można zlikwidować gimnazja ale powinno być to przemyślane, rozłożone w czasie aby żadne dziecko, czy rocznik nie był poszkodowany. Na razie to nie wiem który rocznik na tej zmianie skorzystał skoro ja boję się Pani rocznika a Pani mojego 😉

    • Weronika Szelęgiewicz

      Doświadczenia mamy różne, różnie funkcjonują gimnazja, w każdej szkole są nauczyciele, którzy różnie pracują. Problemem jest to, że ta reforma nie rozwiązuje istniejących problemów, tylko stwarza nowe. A co LO dla Pani syna, to już wiele wiadomo. Uczniowie po gimnazjum pójdą do trzyletniego LO i je skończą na dotychczasowych zasadach. Licea będą otwierały równolegle klasy pierwsze w czteroletnim LO i w trzyletnim, w których będą uczyć osobno wg różnych programów dzieci po podstawówce i po gimnazjum. Te dzieci nie będą bezpośrednio ze sobą konkurowały. Jednakże szkoła, która obecnie otwiera dajmy na to 4 klasy pierwsze, albo otworzy 2 w trzyletnim LO i 2 w czteroletnim, albo przejdzie na system zmianowy, bo miejsca w budynku nie przybędzie. Tu jest problem z podwójnym rocznikiem.

  • Marcin

    Przykro mi bardzo ale mam odwrotne oczekiwania.
    Jestem rodzicem trzecioklasisty. Na szczęście nie daliśmy się z żoną nabrać i nie posłaliśmy dziecka do szkoły w wieku 6 lat. „Jedyne” co syn stracił to mądry program nauczania w ostatniej klasie przedszkola, na rzecz wspominanego w Pani artykule „ogłupienia” tego programu.
    Teraz mam wielką nadzieję, że ministerstwo w likwidacji gimnazjów będzie stanowcze, konsekwentne i (co najważniejsze) nie powtórzy błędu ze (wspomnianym przez Panią) przeciąganiem posłania 6 latków do szkoły.
    Tak jak ogromna większość rodziców zdecydowała, że nie chce posyłać dzieci w wieku 6 lat do szkół, tak i przy likwidacji gimnazjów większość rodziców woli szkoły podstawowe 8 letnie. Protestują gównie nauczyciele gimnazjów oraz, co zrozumiałe, rodzice w Pani sytuacji.
    Zdaje mi się jednak, że ewentualne „przedłużone” wygaszanie gimnazjów (tak aby Pani dziecko mogło kontynuować cykl nauki i program), nie było by dobrym rozwiązaniem. Wszak pracując w szkole tyle lat myślę, że spodziewa się Pani jak dramatycznie spadła by jakość nauczania w gimnazjum, o którym wiadomo, że ze 5 lat przestanie istnieć …. „Wygaszenie” gimnazjów w dwa lata to znacznie lepsze rozwiązanie dla dzieci które w gimnazjach są i dal dzieci z klas 3 i 4 szkoły podstawowej. Choć wiem, że dla obecnych szóstoklasistów oznacza to sztukowanie programu na ich 7 i 8 rok nauki ….

    • Ewa

      „Wszak pracując w szkole tyle lat myślę, że spodziewa się Pani jak dramatycznie spadła by jakość nauczania w gimnazjum, o którym wiadomo, że ze 5 lat przestanie istnieć …. ”
      Pracuję w gimnazjum i czuję się dotknięta tą wypowiedzią. Rozumiem, że powinnam teraz już zacząć się obijać, bo prawdopodobnie za rok będę miała pół etatu, a za 2-3 stracę pracę? Przykre…

      • gosska

        A dla mnie, przede wszystkim, jest żenująca ta wypowiedź ze względu na ilość błędów! Pan chce być „elokwentny”, a jest po prostu niedouczony…

      • Marcin

        „Pracuję w gimnazjum i czuję się dotknięta tą wypowiedzią. Rozumiem, że powinnam teraz już zacząć się obijać, bo prawdopodobnie za rok będę miała pół etatu, a za 2-3 stracę pracę? Przykre…”

        Przepraszam – nie taki był mój zamiar. Zakładam totalne skupienie uwagi ministerstwa na „nowych”szkołach podstawowych. Myślałem więc raczej o mniejszych nakładach ponoszonych przez samorządy, ewentualnie odchodzących nauczycielach do innych szkół, przesunięciach w dyrekcji szkół, połączeniach szkół i innych tego typu zjawiskach wynikających z bałaganu organizacyjnego. Do tego typu doświadczeń Autorki po dobrych kilku latach pracy w szkole się odwołuję. Nie zakładam żeby zaangażowany nauczyciel zaczął się obijać.

    • Weronika Szelęgiewicz

      Pewnie się Pan nie zdziwi, ale się nie zgadzam :-). Nie widać spadku jakości nauczania w gimnazjum obecnie, nie sądzę, by wystąpił później. Poza tym naprawdę uważa Pan, że dla takich obaw warto wprowadzać reformę kosztem dzieci? Obecni uczniowie klas 4-6 nie zasłużyli na to, żeby być gorzej traktowani. Nauka w szkole musi stanowić całość, a tak… proponuje się partactwo, które zaważy na całej przyszłości edukacyjnej trzech roczników dzieci. Poza tym też nie jestem pewna, czy faktycznie jest tylu zwolenników 8-letniej podstawówki. Po opublikowaniu siatek godzin w zreformowanej szkole (SP i LO), liczba zwolenników gwałtownie spada.

      • Marcin

        „Pewnie się Pan nie zdziwi, ale się nie zgadzam :-). Nie widać spadku jakości nauczania w gimnazjum obecnie, nie sądzę, by wystąpił później. Poza tym naprawdę uważa Pan, że dla takich obaw warto wprowadzać reformę kosztem dzieci? Obecni uczniowie klas 4-6 nie zasłużyli na to, żeby być gorzej traktowani. Nauka w szkole musi stanowić całość, a tak… proponuje się partactwo, które zaważy na całej przyszłości edukacyjnej trzech roczników dzieci. Poza tym też nie jestem pewna, czy faktycznie jest tylu zwolenników 8-letniej podstawówki. Po opublikowaniu siatek godzin w zreformowanej szkole (SP i LO), liczba zwolenników gwałtownie spada.”

        Absolutnie żadne dziecko nie powinno ucierpieć na wprowadzanych zmianach. Sztukowanie programów dla przyszłych klas 7 i 8 to dramat jakiś – oczywiście wiadomo, że powinny być one przygotowane wcześniej lub że reforma powinna być rozłożona na kilka lat, itd.
        Ogólnie wiadomo, że [zwłaszcza u nas – choć przeglądu całej europy nie mam i nie wiem czy gdzieś tam w „lepszym świecie” takich koszmarów rodzicom rządzący nie serwują] likwidacja gimnazjów może / powinna być przygotowana mądrzej. Powinna być „zasypana” ogromem kasy na programy, zmiany w infrastrukturze szkół i etaty dla nauczycieli. Ale tak u nas nie będzie. Smutne, że wszyscy to chyba rozumiemy, a im dłużej pracujemy szkołach – tym chyba lepiej.

        Moje rozumowanie (jako aktualnie rodzica trzecioklasisty) szło bardziej w tym kierunku, że przeciąganie teraz decyzji przez ministerstwo (tzw. rządzących) przerzuci (być może) problem na moje dziecko. Zatem jeśli już taka zmiana ma być przeprowadzona, przy tym jednym ostrym cięciem, to wolę teraz. Wolę aby raz ktoś był konsekwentny i nie przedłużał bolesnej operacji. Przy pełnym zachowaniu załamana nad stylem i przy zrozumieniu problemów jakie staną się Pani i Pani dzieci udziałem.
        Może mam takie podejście, bo moje dziecko już i tak „zapłaciło” za przeciąganie bajzlu z 6-7 latkami, zmianą programu przedszkola oraz na kolanie zrobionym podręcznikiem dla klas 1-3. Już mu/nam wystarczy. Nie wiem jak za to zaważy na dalszym etapie jego nauki …

        p.s.
        Nie okraszę wpisu „uśmieszkiem” bo nie ma tu w zasadzie nic do śmiechu – i nie daj Buddo odebrała by Pani to jako śmianie się z Pani problemu. Ale bardzo Panią pozdrawiam.
        p.s.2
        siatki godzin muszę sprawdzić.

        • Weronika Szelęgiewicz

          Również pozdrawiam. Najgorsze jest to, że ustawia się nas, rodziców, przeciw sobie, bo myślimy: nie kosztem mojego dziecka. To jest tragedia w planowaniu reform edukacyjnych w Polsce. Nigdy nie powinny być przeprowadzane kosztem żadnego dziecka. Tylko rządzący o tym nie wiedzą.

        • Kate

          Panie Marcinie, pozwoli Pan, że się nie zgodzę. Jako matka drugoklasisty. Ten problem dotyczy już i Pana dziecka i mojego. Czy wie Pan, gdzie po 3 klasie pójdzie dziecko? Ja usłyszałam, że być może do pobliskiego gimnazjum, bo przecież i tak zmienia nauczycieli, a 7 i 8 klasy pozostaną w podstawówce. Czyli na NASZYCH dzieciach TEŻ ten eksperyment będzie prowadzony! Poza tym zmian podstaw dotyczy klas 4 – czyli Pana dziecko, jak i moje będzie uczyło się z podręczników pisanych na kolanie (umówmy się nic dobrego w tak krótkim czasie nie da się napisać!). Chyba że… chyba że jako rodzice wystąpimy wszyscy razem, broniąc wszystkich dzieci, w tym swoich…

        • Barbara historyca

          Czytam uważnie komentarze i… nasuwa mi się taka refleksja: komuś bardzo zależy na tym, by zdyskredytować osiągnięcia gimnazjów. Wszyscy z uporem maniaka powtarzają slogany o patologii, burzy hormonów, itp…. a tymczasem to zamierzchła przeszłość. Pracuję w gimnazjum od 1999 roku, czyli od samego początku. Ja też nie byłam przekonana do tego typu szkoły, nikt nie powiedział nam, po co się ją tworzy, kazano uczyć, no to uczyliśmy… Fakt, początki były trudne i medialnie atrakcyjne (nakładanie nauczycielom koszy na głowę itp.). Ale z czasem nauczyciele gimnazjów nabyli szereg umiejętności pracy z taką młodzieżą, prowadzić zaczęli wiele różnych kółek zainteresowań nie związanych z programem nauczania. Młodzież w gimnazjum własnie najczęściej odkrywa swoje talenty, zaczyna je rozwijać. To ten etap rozwoju młodych ludzi jest najbardziej widoczny!!! Likwidując gimnazja, wyrzuca się w błoto ciężką prace wielu wspaniałych pedagogów. To jest dla wielu z nas jak policzek… Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść… A dzisiejszy świat nie potrzebuje modelu nauczania akademickiego. Dzisiaj nie jest ważne, ile stron podręcznika wkułem na pamięć, dzisiaj liczy się to, co ja potrafię zrobić sam, jak potrafię współpracować w grupie, czy umiem obsługiwać coraz bardziej skomplikowane urządzenia… A tego nie nauczą się młodzi ludzie w starym modelu szkoły, bo ci, którzy chcą za wszelką cenę wprowadzić model 8+4 tęsknią za czasami PRL, za czasami, kiedy to „muchę w klasie było słychać…”. Dzisiaj w gimnazjach też słychać, proszę mi wierzyć. To zależy tylko i wyłącznie od osobowości nauczyciela… Dzisiaj, po 17 latach pracy w gimnazjum uważam, ze likwidacja gimnazjów to kretyński pomysł. Nie o siebie się boję, ja mam już niedużo do emerytury, żal mi jest dzieci, bo tak naprawdę to tylko w gimnazjum maja szanse na odkrycie siebie, na rozwój. Przykre jest tez to, ze najwięcej do powiedzenia mają osoby, które tak naprawdę niewiele wiedza o pracy szkoły jakiejkolwiek. Wiedzą, bo „syn chodzi do 3 klasy”… Na takie argumenty ja nie mam już nic do dodania. Pozdrawiam wszystkich zdrowo myślących i Panią, autorkę komentowanego tekstu.

          • Marcin

            Szanowna Pani Barbaro!
            Na co dzień, zwłaszcza w rozmowach z moją siostrą nauczycielką, (oczywiście dobrze rozmawia się tak długo, jak długo zgadzam się z jej tezami 🙂 ) zderzam się z takim argumentem, którego Pani użyła a który sparafrazuję mniej więcej tak: „ja pracuję od lat w szkole i to ja wiem jak jest naprawdę; ja mam duże doświadczenie a ty masz tylko jedno dziecko – więc nie masz przeglądu sytuacji; ja od lat w szkole …. „to i tamto” a ty nie znasz realiów szkoły”.
            Bardzo szanuję doświadczonych i zaangażowanych nauczycieli, w tym zwłaszcza moją siostrę – jest dla mnie wielkim autorytetem w zakresie nauczania w „klasycznej” szkole. Ale jak już niejednokrotnie udało mi się (mimo wszystko) dowieść – jest „tylko” (albo „aż”) perfekcyjnym żołnierzem istniejącego systemu. Właśnie dlatego, że nauczycielom nie udaje się spojrzeć „z boku” na pracę szkoły – wolno mi mieć własne zdanie, oczekiwania i zapatrywania.
            Zgadzam się z Panią w jednym zasadniczym twierdzeniu „(…) to zależy tylko i wyłącznie od osobowości nauczyciela…”.
            Tak jest od początku do końca edukacji. Argument o wyrzucaniu w błoto pracy wielu wspaniałych pedagogów tylko potwierdza, że poza tymi wspaniałymi są też ci nie wybitni. Proszę zatem tym wszystkim dzieciom i rodzicom, którzy nie trafią na wybitnych, podpowiedzieć jak potraktować naukę w gimnazjum, zwłaszcza jeśli „tracą” dobrą szkołę podstawową?

            Proszę też zrozumieć, że „na rynku” jest już dość duża grupa młodych ludzi, którzy ukończyli gimnazja. Ukończyli też kolejne etapy edukacji i mogą teraz „starszym” kolegom odsłonić nieznaną im z własnego doświadczenia rzeczywistość.
            Nie jest to opis tak entuzjastyczny (niestety), jak prezentują to nauczyciele gimnazjów.

    • Anika

      Panie Marcinie, skoro Pan rozumie racje Autorki, to dlaczego się Pan sprzeciwia przesunięciu w czasie „reformy ” (jestem mamą 15latka i 10latki i życzyłabym sobie także dla córki trzystopniowej edukacji – zwłaszcza w kontekście przeprowadzania tych zmian tak pospiesznie, ale nie tylko, bo widzę same plusy że zmiany środowiska- nowi nauczyciele i nowa klasa). Pozdrawiam

      • Marcin

        Pani Aniko, powyżej odpisałem Pani Weronice Szelęgiewicz – wiec pozwoli Pani, że nie będę się powtarzał bo tam w zasadzie wyjaśniłem moje rozumowanie :).

        Jeśli zaś chodzi o zmianę środowiska – to mam zarówno własne doświadczenia (trzy podstawówki i dwa licea) jak i te późniejsze, z dorosłości i obserwacji dzieciaków. W ogromnym skrócie streszczając (ważąc w głowie plusy i minusy) – bardziej cenię trwałość relacji niż ich różnorodność i naskórkowość.
        Ale … wiadomo, że każdy będzie miał tu swoją ocenę.
        Pozdrawiam.

    • wawa

      tekst długi ale…ciekaw jestem Pana argumentów za likwidacją gimnazjów

    • yellow

      Jestem również matką ucznia 6 klasy. Właśnie stracił całą motywację do nauki – wie, że nie pójdzie do wymarzonego gimnazjum językowego. Nie wie jeszcze, bo mu oszczędziłam tych informacji, że na kontunuowanie nauki w wymarzonym liceum też ma małe szanse – zwykła podstawówka, w odróżnieniu od profilowanego gimnazjum, go nie przygotuje. Dla mnie ta reforma oznacza stratę potencjału mojego dziecka, jego możliwości i pozbawienie szans na dobrą edukację – będzie rocznikiem przejściowym i niedouczonym, bo i program będzie przejściowy. W praktyce oznacza to konieczność zorganizowania dziecku zajęć dodatkowych, tak by mógł pomarzyć o wybranym liceum. Fajnie, bardzo dziękuję Pani Minister 🙁

  • Ania

    Jestem dokładnie w tej samej sytuacji.Moje dzieci są w 5 i 6 klasie,poszły o rok wcześniej do szkoły. Zależy mi na nich.Miałam nadzieję, że ta reforma się przedłużyć w czasie, ale z ostatnich wypowiedzi (wczorajszych)Pani Premier wynika, że niestety nie.Co robić?

    • Weronika Szelęgiewicz

      Protestować. Uważam, że teraz najwięcej zależy od rodziców. Nauczycieli nikt nie słucha. Od lat jesteśmy w mediach przedstawiani jako leniwi, roszczeniowi, niekompetentni itd. Uważam, że nauczyciele nic nie zdziałają, ale rodzice broniący swoich dzieci to zupełnie inna sprawa. W wielu miastach rodzice się łączą i organizują protesty. Pełno ich fb. Moim zdaniem warto dołączyć. Może się nie uda, ale pozostanie przekonanie, że się przynajmniej spróbowało walczyć o dobro swojego dziecka. Pozdrawiam serdecznie!

      • EM

        W dyskusji na temat „ośmioletnia szkoła podstawowa czy gimnazjum jakoś zapominamy,że pojęciem „gimnazjum” określa się wiek dziecka i związane z nim problemy. Wraz z projektem wygaszania gimnazjów nie pojawiły się żadne pomysły na uleczenie problemów wieku gimnazjalnego. Zwolennicy idylli ośmioklasowej szkoły podstawowej nie wzięli pod uwagę upływu czasu, mentalności współczesnych nastolatków. Siedmiolatek spotka na korytarzu już nie dwunastolatka, ale wyrośniętego piętnastolatka. Skutki tego spotkania mogą być różne – miejmy nadzieję, że pozytywne.

        • Anika

          Mam w domu właśnie takiego wyrośniętego 15latka: 176cm wzrostu, że 2 lata po mutacji, dziecko (dziecko?), które w lipcu podczas ŚDM było w służbie medycznej przez 7 pełnych dni. I ten człowiek po ogłoszeniu informacji o likwidacji gimnazjów przytomnie zauważył „Mamo, właśnie kończyłbym 8 klasę „, mówił to, stojąc obok swojego brata lat 7 i nie byłam wówczas przekonana, że ci bracia powinni być w jednej szkole, choć przecież mieszkają pod jednym dachem, bo żyją naprawdę w różnych rzeczywistościach

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *