Obrazek z pewnej wigilii (dość dawno temu)

Wigilijna wieczerza ciągnęła się dla Wojtusia w nieskończoność. Najpierw życzenia, co w sumie nie było takie najgorsze, bo opłatek to jednak przysmak, ale potem męka: barszcz z uszkami, karp (kto by jadł karpia, bleeee…), kompot z suszonych śliwek, niby dobry, ale jednak jakiś podejrzany. Potraw – mówiła mama – powinno być dwanaście, ale jak tu je wszystkie przygotować, gdy na półkach tylko ocet? To i tak cud, że z karpiem się udało! Tak mówią rodzice, Wojtuś najchętniej zjadłby swój ulubiony chleb z masłem i cukrem. Raz – że pyszny, dwa – wigilijna wieczerza szybciej by się skończyła. Bo po kolacji – prezenty! W rodzinie Wojtusia tradycji przestrzega się bezlitośnie: najpierw jemy, potem prezenty. Tylko jak długo można delektować się karpiem! Tata Wojtusia zjada już czwarty kawałek i łakomie spogląda na kolejne…

Wojtuś siedzi jak na szpilkach z jeszcze jednego powodu. Pod choinką wciąż nie ma żadnych prezentów. A przecież – doskonale pamięta – w zeszłym roku gdy zasiadali do stołu, pod oświetloną lampkami, pięknie ozdobioną choinką stały świąteczne pakunki. Wojtuś pytająco patrzy na rodziców. Nie martw się – mówi mama – Gwiazdor na pewno przyjdzie! W stronach Wojtusia właśnie tak określa się najbardziej wyczekiwaną osobę w roku: Gwiazdor.

Jak zwał, tak zwał, ale dlaczego jeszcze go nie ma? Rodzice, którzy tymczasem wreszcie dobrnęli do końca kolacji, rozparli się wygodnie w fotelach z filiżanką kolejnego świątecznego rarytasu: świeżo zmielonej, zalanej wrzątkiem kawy, która kilka dni temu dotarła w paczce od cioci z dalekiej Anglii. Wojtusiowi proponują oranżadę. Czy się napije? Ma się rozumieć! Kto by odmówił oranżady. Tylko dlaczego Gwiazdora jeszcze nie ma?

Przyjdzie – zapewniają rodzice. – Przyjdzie na pewno. Chcesz jeszcze oranżady? Wojtuś chce oranżady. Czekoladą z orzechami (z tej samej paczki) również nie pogardzi. Mijają długie minuty. Rodzice sączą kawę, niespiesznie rozmawiają o sprawach zupełnie nieistotnych w porównaniu z kwestią Gwiazdora. Czy oni nie zdają sobie sprawy, że rosnąca kula emocji zaraz rozsadzi wojtusiowy brzuch? GDZIE – JEST – TEN – GWIAZDOR!?

Wojtuś wstaje. Właśnie zdał sobie sprawę, że to nie emocje, ale wypita oranżada. Pędem do łazienki. Uuuuffff, co za ulga. Wojtuś wraca do dużego pokoju i… staje jak wryty. Pod oświetloną lampkami, pięknie ozdobioną choinką piętrzą się świąteczne pakunki. Był Gwiazdor!? Był – odpowiada tata. Wpadł zdyszany przez okno, zostawił prezenty i poleciał dalej. Powiedział, że nie może zostać, bo inne dzieci czekają.

W Wojtusiu kotłują się sprzeczne emocje: podniecenie na widok kolorowych paczek walczy z rozczarowaniem, że nie zobaczył Gwiazdora. Tyle na niego czekał, a on musiał przyjść akurat wtedy, gdy był w toalecie! Rodzice ze zrozumieniem kiwają głowami – co za pech! Wojtuś nie dostrzega figlarnego błysku w ich oczach. A może to tylko choinkowe lampki się w nich odbijają?

A może – magiczne słowa rozganiają wojtusiowe rozterki – zobaczysz, syneczku, co też tam czeka pod choinką?

.

.

Autor, Wojciech Musiał wciąż się zastanawia, czy podobnego dowcipu nie wypróbować na własnych dzieciach. W końcu tradycja zobowiązuje!

Zdjęcia: Alan Cleaver, Daniel Go, Kevin Dooley

Obrazek z pewnej wigilii (dość dawno temu)
Możesz ocenić ten artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *