Najpierw ograniczamy dzieci w rozwoju, a potem poganiamy – rozmowa z Joanną Białobrzeską

child-865116_640

Kiedy dziecko idzie do szkoły – nieważne, czy w wieku lat sześciu, czy siedmiu – rodzicom pękają głowy od natłoku pytań i wątpliwości. „Gotowość szkolna” jest najczęściej powtarzanym wyrażeniem, a myśli rodziców wciąż krążą wokół tego, jak będzie, czy dziecko da sobie radę. Z Joanną Białobrzeską – doświadczonym pedagogiem, założycielką DIDASKO: przedszkola, szkoły podstawowej, gimnazjum oraz wydawnictwa wydającego podręczniki – rozmawiamy o tym, jak się kształtuje gotowość szkolna dzieci i co jest naprawdę ważne w szkole i w edukacji.

Juniorowo: Zgodnie ze znowelizowaną ustawą o obowiązku szkolnym, rodzice sześciolatków mają teraz wybór – jeszcze rok w przedszkolu, szkolna zerówka, albo pierwsza klasa. Wszyscy więc muszą zadać sobie to pytanie: czy moje dziecko jest gotowe na szkolne wyzwania?

Joanna Białobrzeska: O gotowości szkolnej można znaleźć bardzo wiele informacji, choćby w internecie. Na ten temat wypowiada się wielu teoretyków. Ja chciałabym skupić się na tym, co wynika z moich wieloletnich obserwacji i doświadczenia: czego dzieciom naprawdę potrzeba, by tę gotowość szkolną osiągnęły.

Kiedy słucham różnych wypowiedzi na ten temat, widzę, że wszyscy kręcimy się wokół miejsca: czy to ma być szkoła, czy przedszkole. Wydaje się, że w edukacji miejsce, sala lekcyjna jest istotą wszystkiego. Wszyscy zastanawiają się, gdzie usadzić sześciolatki, dokąd dziecko wysłać, czy gdzie je zostawić. A nikt nie mówi o tym, jak to dziecko uczyć. Ważniejsze jest to, żeby dziecko miało w klasie dywanik, niż to, jak rozbudzać w 14956077732_2491cada31_kdziecku ciekawość i pasję poznawania świata. Sprawdzamy, czy dziecko będzie miało w szkole plac zabaw i niski sedes. A przecież dzieci świetnie się bawią bez specjalistycznych drabinek, mając do dyspozycji trawnik, drzewa, patyki i siebie nawzajem i plac zabaw nie jest tak ważny jak to, żeby w ciągu dnia dzieci miały czas na swobodny ruch na świeżym powietrzu. Przecież w domu i w innych miejscach dzieci korzystają z „dorosłych” toalet i świetnie sobie radzą.

Nie zastanawiamy się nad tym, CZEGO ten młody człowiek ma się uczyć i w jaki sposób. A przecież to jest najistotniejsze! Gdzie będzie się uczył – to jest kwestia drugorzędna. I pytanie, które każdy z rodziców powinien sobie zadać powinno brzmieć inaczej: jeśli zostawię dziecko w przedszkolu, to czego tam dziecko będzie się uczyło, jaki tam jest program? A jeśli zdecyduję się na szkołę – jak tam będą wyglądały zajęcia?

Juniorowo: Na co więc powinni zwracać uwagę rodzice? Co jest najistotniejsze i jak to sprawdzić?

Joanna Białobrzeska: Najważniejszą kwestią dla decyzji szkoła, czy przedszkole jest to na ile i w jaki sposób moje dziecko będzie mogło się rozwijać. Nie o miejsce chodzi, lecz o sposób prowadzenia i organizacji zajęć, o podejście do dziecka. Dlatego rodzice, zanim zdecydują, żeby dziecko zostało w przedszkolu, powinni najpierw sprawdzić, co to przedszkole oferuje dziecku, co dziecko będzie tam robiło przez kolejny rok i czy to będzie sprzyjało rozwojowi, czy hamowało. Powinni pójść do szkoły i zobaczyć, jak będą 6783644_da622fdfcc_owyglądały zajęcia, jaki szkoła ma pomysł na sposób prowadzenia zajęć z dziećmi. Bardzo istotną sprawą jest rozmowa z dyrektorem przedszkola czy szkoły. To dyrektor nadaje ton i kierunek całej placówce. Poza tym warto pójść do szkoły i przedszkola i poobserwować: jak wygląda tam codzienne życie, czy nauczyciele się uśmiechają, jak zachowują się dzieci wobec siebie, co wisi na ścianach, jakie tam są prace dzieci – czy równiutkie kolorowanki, czy swobodna twórczość, jak wygląda tablica ogłoszeń dla rodziców. Poczuć, jaka w tej szkole jest energia, jaka atmosfera. Jacy są nauczyciele – czy to raczej panie na wysokich obcasach, czy swobodni ludzie gotowi w każdej chwili usiąść z dziećmi na dywanie. Co słychać – wesoły, twórczy gwar, podniesiony głos nauczyciela, czy absolutną ciszę.

Spróbujmy też choć na chwilę popatrzeć oczami dziecka, wyobrazić sobie, jak ono odbierze naszą decyzję, jak będzie się czuło przez kolejny rok – w przedszkolu, bądź w szkole. Pomyślmy, co jest ważne dla naszego dziecka z jego punktu widzenia, a nie tylko co my uważamy za istotne.

Juniorowo: Wielu rodziców myśli o przedszkolu, jako o oazie dzieciństwa w przeciwieństwie do szkoły, którą postrzegają niemal jak survival.

Joanna Białobrzeska: Większość rodziców postrzega przedszkole jako miejsce bezpieczne. Realia naszego życia są takie, że rodzice rano biegną do pracy, w której 4005631298_4e7ed5155c_ospędzają większość dnia i są szczęśliwi wiedząc, że ich dziecko zjadło obiad, podwieczorek, mogło chwilę odpocząć i miało inne zajęcia, które wypełniły mu czas. Że ma zapewnioną opiekę. Dlatego wielu rodziców zdecydowało pozostawić dzieci na kolejny rok w przedszkolu. Poza tym przedszkole to jest mała placówka, szczególnie w porównaniu ze szkołami, w których na jednym poziomie jest po 300-400 dzieci. Pod tym względem mam duże zrozumienie dla rodziców, którzy chcą zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa i opiekę.

Jednak musimy pamiętać, że dziecko przyszło na świat z ogromnym potencjałem i przeżywa właśnie niezwykle ważne lata swojego życia, właśnie teraz buduje fundament dla całej swojej przyszłości. Rodzice dokonując wyboru powinni zadać sobie pytanie, czy ten fundament będzie dobrze budowany. W pytaniu „szkoła czy przedszkole” najistotniejsze jest to, na ile dziecko będzie mogło się rozwijać.

Juniorowo: A co w sytuacji, kiedy obydwa rozwiązania – i przedszkole, i szkoła – nie zapewniają dziecku takiego wsparcia rozwoju, jakiego byśmy chcieli. Spójrzmy prawdzie w oczy – wielu rodziców de facto nie ma wyboru, bo na przykład w ich miejscowości jest jedna publiczna szkoła i jedno przedszkole, a jakość edukacji w obu placówkach pozostawia wiele do życzenia. Wiele rodzin nie stać na prywatną edukację.

flickr_woodleywonderworks 1Joanna Białobrzeska: Wiem, że nie zawsze jest wybór, jednak zawsze można próbować coś zmienić – rozmawiać z nauczycielami, włączać się i angażować w życie szkoły czy przedszkola, dyskutować i przedstawiać własne zdanie. A jeśli tak się nie da, to przecież to rodzice mają w życiu dziecka największe znaczenie i mogą tworzyć dziecku środowisko i sytuacje sprzyjające rozwojowi. To ma ogromne znaczenie, jak spędzamy z dzieckiem czas poza przedszkolem i szkołą. Czy jesteśmy razem, czy każdy w swoich sprawach, czy rozmawiamy, czy wspólnie gotujemy, czytamy… O czym rozmawiamy – czy tylko wypytujemy o oceny, czy toczymy dyskusje o świecie, o tym, co nas spotyka, co myślimy i czujemy. Nawet jeśli dziecko spędza większość dnia w przedszkolu czy szkole, to i tak jego świat kręci się wokół rodziców, to oni są dla dziecka najważniejsi i od ich postawy zależy dziecka poczucie własnej wartości, postawa wobec świata, innych ludzi i samego siebie. Dlatego przy dokonywaniu wyboru szkoła, czy przedszkole, a jeśli szkoła, to jaka, powinniśmy spojrzeć głębiej na siebie, na nasze rodzicielstwo, na nasz sposób bycia wobec dziecka. Pomyśleć o tym, na czym nam dla naszego dziecka zależy, czy na tym, żeby skończyło prestiżowe studia, czy na tym, by było pewne siebie, czy na tym, by realizowało swoją pasję…

Juniorowo: Pomówmy jeszcze o gotowości szkolnej. Ostatnio wciąż o niej słyszymy, ale czy wiemy, co to jest, na czym polega, kiedy i jak się kształtuje?

Joanna Białobrzeska: Edukacja nie zaczyna się od sześciu lat. Gotowość szkolną kształtujemy w dzieciach nie w zerówce, lecz od pierwszych dni ich życia. To kiedy i jak dziecko będzie gotowe na szkołę zależy od tego, co robiło i jakie miało możliwości rozwoju od urodzenia. Dyskusja o edukacji nie powinna się więc toczyć wokół sześciolatków, lecz powinna się zaczynać od trzylatków! Nikt nie wspomina o tym, że podstawa programowa określa, że dziecko nie może mieć więcej zajęć dydaktycznych niż 1/4 czasu spędzonego w przedszkolu. A tak naprawdę dzieci w tym wieku uczą się cały czas. Kiedy nakrywają do 3502480391_36f467ae3f_zstołu uczą się, jak to robić, kiedy lepią z plasteliny, rozwijają motorykę małą, kiedy ubierają się, by wyjść na podwórko, uczą się, który but jest prawy, który lewy i jak je dopasować do stóp. To wszystko są zajęcia dydaktyczne. Jeśli na przykład pani w przedszkolu czyta dzieciom jakąś historię, potem dzieci układają obrazki odtwarzając kolejność zdarzeń, to już wyczerpują tę 1/4 czasu przeznaczonego na zajęcia dydaktyczne. A gdzie rysowanie, malowanie, lepienie, wycinanie? I potem dziwimy się fatalnym stanem grafomotoryki u dzieci…

Juniorowo: …a z tego wynikają potem problemy z pisaniem, które uwidaczniają się w I klasie, ale nie wynikają z niedojrzałości dzieci do nauki pisania, tylko z tego, że najpierw się tym dzieciom ogranicza możliwości ćwiczenia małej motoryki, a potem pogania, żeby szybko nadrobiły powstałe braki?

Joanna Białobrzeska: Przez wiele lat dyskusji o sześciolatkach i gotowości szkolnej nikt nie zwrócił uwagi, że już trzy- i czterolatki są blokowane w rozwoju, mają ograniczone możliwości uczenia się. W podstawie programowej nie zaleca się na przykład wprowadzania liter w przedszkolu. Dla wielu kuratorów i dyrektorów „nie zaleca się” oznacza „zabronione”. W związku z tym w większości przedszkoli w Polsce zniknęły ekspozycje liter, alfabety demonstracyjne. Dzieci w przedszkolach i zerówkach nie mają więc możliwości nauki czytania i pisania, choć wiele z nich jest na to gotowe i bardzo tego chce. A potem idą do szkoły i muszą cały alfabet opanować w kilka miesięcy. Czytanie i pisanie! Nie mogą tego robić w swoim naturalnym tempie, tylko najpierw się je hamuje, a potem pogania. Zamiast skupienia na dzieciach, mamy w edukacji politykę.

Juniorowo: Dzieci w przedszkolach powinny więc uczyć się czytać i pisać?

Joanna Białobrzeska: Dzieci w tym wieku są bardzo ciekawe świata i mają bardzo chłonne umysły. Z literami obcują już od dawna – widzą je przecież na każdym kroku, na reklamach, bilboardach, szyldach, w książkach, które czytają im rodzice. Tylko nie można dzieci pięcioletnich uczyć liter tak, że się je posadzi w ławce, pokaże literę, „a teraz napisz”, albo „a teraz znajdź i podkreśl tę literę w gazecie”. Na efektywność nauki ogromny wpływ mają pozytywne emocje i zaciekawienie. Nauczyciele powinni o tym wiedzieć i uczyć w sposób odpowiadający potrzebom dzieci.

Juniorowo: W takim razie kiedy jest ten najlepszy moment na przejście z przedszkola do szkoły? Może wcześniej, niż w wieku 6 lat, a może później, niż w wieku 7?

3212901165_d6e07da91b_oJoanna Białobrzeska: Są kraje, w których dzieci zaczynają edukację w wieku 4 czy 5 lat. A na przykład w Finlandii dzieci idą do szkoły mając lat 7. Myślę, że istota dobrej edukacji nie tkwi w tym, w jakim wieku dziecko idzie do szkoły, tylko co w tej szkole robi i jak ta edukacja jest zorganizowana. Byłam w szkołach w Tokio, w Melbourne, widziałam, jak pięcioletnie dzieci bawią się literami, mają zeszyty, książki, próbują pisać, bazgrolą sobie, ale mają też swobodę rozwijania swoich umiejętności. Nikt ich nie ogranicza, ani nie popędza. Ale gdy przedstawiłam tam to, co robimy na zajęciach w naszym przedszkolu, to tamtejsi nauczyciele nie mogli się nadziwić, że tyle rzeczy można z dziećmi zrobić, że może być tak różnorodnie, inspirująco. Nie chodzi o to, żeby dzieci zmuszać do nauki, ale żeby nie hamować ich naturalnej ciekawości, żeby im pokazywać świat, a nie go zasłaniać.

c

rozmawiała: Elżbieta Manthey

foto: Pixabay, Biblioteca Centrală a BM "B.P.Hasdeu", Thomas Favre-Bulle, woodleywonderworks
Najpierw ograniczamy dzieci w rozwoju, a potem poganiamy – rozmowa z Joanną Białobrzeską
4.81 (96.25%) 16 głosów

One comment

  • W teorii brzmi to wszystko super i nie ma sie do czego przyczepic. Niestety w rzeczywiatosci nie wyglada juz to tak pieknie. Dyrekcja moze i nadaje ton szkole ale wykonanie pozostaje w gestii nauczycieli. Jesli trafiamy na opor to i rozmowy nie pomagaja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *