Na świeżym powietrzu – niedzielna scenka rodzajowa

– Mamo, zrób nam coś do picia, ale dużo, dobrze?

– Dobrze. Dam wam dzbanek soku, dzbanek herbaty i dzbanek wody, dobrze?

– Dobrze!

– A chcecie coś do jedzenia?

– Tak! Kanapki!

– A z czym te kanapki?

To pytanie pozostało już bez odpowiedzi, ponieważ nasz syn pognał do reszty towarzystwa całkowicie pochłoniętego zabawą w chowanego. Towarzystwo to nasze dwie pociechy oraz w porywach kilkanaścioro dzieci sąsiadów, które przez cały dzień to dołączały do grupy, to ją opuszczały, żeby zjeść obiad (a właściwie połknąć na stojąco, byle prędzej) lub po prostu pokazać się rodzicom, że są, żyją, mają się dobrze i są zachwycone zabawą.

2633778590_def21c65dd_zSłońce towarzyszyło nam wczoraj od rana. Pierwszy naprawdę piękny dzień: ciepło, bezwietrznie, na niebie ani jednej chmury – już dawno wiosna nie rozpoczęła się u nas tak efektownie. Nic dziwnego, że pierwsze dziecko pojawiło się na tzw. prostej drodze tuż po śniadaniu. Prosta droga to stumetrowy, asfaltowy odcinek ślepej ulicy prowadzący do naszej posesji, na którym można bezpiecznie jeździć na rowerach i rolkach, rysować kredą lub po prostu kręcić się bez celu. Z racji spokoju pełni role podwórka dla okolicznej dzieciarni.

– Mama, możemy iść na prostą drogę? – nasze dzieci błyskawicznie zauważyły, że coś zaczyna się dziać.

– A nie wolicie posprzątać w waszym pokoju? – nasze przekorne pytanie zostało skwitowane podwójnym wzruszeniem ramion i minutę później Staś i Zosia dołączyły do towarzystwa.

7674190052_c007f91299_zTowarzystwo spędziło ze sobą dokładnie cały dzień, przenosząc się niczym stado wróbli z prostej drogi na czyjeś podwórko, spędzając na nim czas jakiś, po czym – gdy ktoś rzucił nową propozycję zabawy – pędząc na kolejne podwórko. Od czasu do czasu trzeba było dzieci napoić i nakarmić, ewentualnie nalepić plaster na zdarte kolano. A poza tym…

Poza tym rodzice zachwyceni niespodziewaną ciszą i spokojem oddali się niespiesznej kontemplacji niedzieli. Najpierw samodzielnie, a wkrótce w grupie, bo jakoś tak wyszło, że jeden z tarasów zapełnił się kolejnymi fotelami i krzesłami, a na ogrodowym stoliku spiętrzyły się kolejne filiżanki kawy i herbaty, lampki wina oraz talerzyki z przekąskami…

942280_961772230609302_5670852800772274503_nRodzice (wciąż nie mogąc uwierzyć w swe szczęście) pielęgnowali umiejętność niespiesznej konwersacji o byle czym, natomiast dzieci z pełnym poświęceniem udowadniały, że brykanie na świeżym powietrzu jest nadal ulubioną formą ich zabawy. Berek, w chowanego, w mrożenie (forma berka), w piłkę, w bieganie dookoła domu (być może były tu jakieś zasady, ale ich nie zauważyliśmy, zresztą komu by się chciało sprawdzać), w wyścigi na rowerach oraz w farmę i księżniczki, co wymyśliły dziewczynki, a chłopcy, o dziwo, dołączyli. Była też zabawa w ognisko, które mój samodzielny syn rozpalił bez pomocy taty, choć pod jego mimo wszystko czujnym wzrokiem.

Zabawa zakończyła się tak samo spontanicznie, jak wybuchła. W pewnym momencie dzieci po prostu przyszły do nas i usiadły na kolanach. I widać było, że są tyleż szczęśliwe, co wykończone. Szybki prysznic, kolacja, bajeczka na dobranoc i wkrótce z ich pokoju dobiegły nas miarowe oddechy głębokiego, szczęśliwego snu.

Kapsle, pikuty i inne zabawy z dzieciństwa

Autor: Wojciech Musiał

Zdjęcia:David Baker, Mr Hicks64, Lotzman Katzman, archiwum autora

Na świeżym powietrzu – niedzielna scenka rodzajowa
5 (100%) 6 głosów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *