„Moja mama Gorylica” – inny jest straszny, ale tylko na pozór

Pewnego dnia przed domem dziecka Czysty Kąt, na starannie zagrabionej żwirowej alejce, hamuje z piskiem opon rozklekotane volvo. Wysiada z niego… gorylica! Przyjechała, by adoptować jedną z sierot. Niemal od razu wie, które to będzie dziecko.

Gorylica jest wielka, gruba i owłosiona. Nosi uświnione pantalony i ubłocone buciory z wystrzępionymi sznurówkami. Jej auto wygląda tak, jakby za chwilę miało się zamienić w kupę dymiącego złomu. Na jej widok wszystkie dzieci pędem chowają się po kątach, tylko Jonna stoi jak wmurowana patrząc Gorylicy w oczy. A potem też zwiewa. Ale już kilka minut później podróżuje rozklekotanym volvo w stronę swojego nowego domu: brudnego, odrapanego magazynu fabrycznego stojącego pośrodku błotnistego złomowiska. Gorylica handluje złomem. A ponieważ znudziła jej się samotność, postanowiła adoptować dziecko. Wybrała właśnie Jonnę.

2Jonna jest nieufna i wystraszona. W czasie bezsennych nocy w sierocińcu nie tak wyobrażała sobie swój wymarzony, nowy dom. Wszędzie brud, błoto i pajęczyny. Zamiast łóżka hamak, a na śniadanie wyłącznie kanapki z jajkiem sadzonym. W dodatku Gorylica nie wymaga od niej kąpieli ani mycia zębów! Co akurat bardzo się Jonnie podoba po tresurze czystości w wykonaniu pani Gerd, kierowniczki domu dziecka Czysty Kąt. Nieufność stopniowo znika, wkrótce dziewczynka odkrywa, że jej nieokrzesana nowa mama jest stworzeniem o wielkim sercu. Stary magazyn pośród gór złomu zmienia się w najcieplejsze miejsce na świecie: rodzinny dom.

Nad którym gromadzą się ciemne chmury. Burmistrz miasta Tord Fjordmark chce na miejscu złomowiska urządzić – jak głoszą tabliczki zdobiące wszystkie parcele wokół – Największą Pływalnię Północnej Europy. Odkupił działki od wszystkich właścicieli z wyjątkiem Gorylicy, która ani myśli ulegać jego przekupstwom i szantażowi. Czy Gorylica zdoła obronić swój stary hangar?

1„Moja mama Gorylica” to książka, która może wzbudzić kontrowersje. Bo pokazuje, że podstawowe wartości życia w społeczeństwie są mało ważne: higienę można odrzucić w kąt, w którym obrośnie pajęczynami. Czerwone światła na skrzyżowaniach oraz ograniczenia prędkości są zupełnie nieistotne i dlaczego auta nie miałaby prowadzić dziewięcioletnia dziewczynka? A w interesach można kantować, zwłaszcza gdy klient jest niesympatyczny i chciwy. Dozwolone jest wszystko, co buduje więź i poczucie bezpieczeństwa – rzeczy bezcenne nie tylko dla dziecka z domu sierot… Sęk w tym, że społeczeństwo takich zachowań nie akceptuje, o czym burmistrz Fjordmark przypomni Jonnie i Gorylicy z całą bezwzględnością.

Jednak największa wartość tej opowieści to nauka tolerancji. Gorylica jest na pozór szorstka w obejściu, mrukliwa i groźna. Jest wielka, owłosiona i niechlujna, więc natychmiast rzuca się w oczy – każdy spacer, czy wizyta w restauracji wywołuje szepty i 3 krzywe spojrzenia i przeważnie kończy się niemiło. Ludzie dostrzegają tylko to, co na wierzchu: kompletnie niepasującego do normy osobnika wzbudzającego strach lub odrazę. Nawet Jonna na początku była wystraszona i nieufna. Dopiero z czasem przekonała się, że pod grubą skórą Gorylicy bije wielkie serce wypełnione miłością.

Podstawmy w miejsce Gorylicy dowolnego „innego”: uchodźcę, Żyda, geja, lewaka, bezdomnego, Roma, nosiciela wirusa HIV… Każdy z nich pasuje doskonale. Książka Fridy Nilsson obnaża mechanizmy odrzucenia innego prowadząc do morału: najpierw poznaj, potem oceń. Szwedzka literatura dla dzieci nie stroni od tematów kontrowersyjnych. „Gorylica” znakomicie się w ten nurt wpisuje.

c

Autor:Wojciech Musiał

zdjęcia: Wydawnictwo Zakamarki

Frida Nilsson: „Moja mama Gorylica”

ilustracje: Lotta Geffenblad

tłumaczenie: Agnieszka Stróżyk

Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2014.

Juniorowo rekomenduje tę książkę dla Juniorów w wieku 8+

4

„Moja mama Gorylica” – inny jest straszny, ale tylko na pozór
5 (100%) 3 głosów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *