Książki dla nastolatków: miasto, w którym czają się Legendy

Mantykory, hobgobliny, minotaury, walka potworów z ludźmi. To wszystko już jakby było, i to wiele razy. Mimo to całkiem świeże (napisane w 2015, spolszczone w 2017 roku) Miasteczko Darkmord podejmuje ten temat. Z jakim skutkiem?

Finn ma 12 lat i jest typowym nastolatkiem, z którym dość łatwo się utożsamić – jego problemy są ludzkie (gdyby wyeliminować wątek Legend), a osobowość pasuje do chłopca w jego wieku. Finn chciałby mieć zwyczajne życie. Przeszkadza mu w tym jednak fakt, że wszyscy jego przodkowie byli Łowcami Legend. Ojciec Finna – jak każdy tata – chce dobra swojego dziecka. Jednocześnie pragnie godnej przyszłości rodu Łowców. Robi wszystko, by jak najlepiej wtajemniczyć syna w zawód, tym bardziej, że obaj są ostatnimi łowcami Legend. Niestety, Finn zamiast robić krzywdę zwierzętom (w tym przypadku Legendom), wolałby je leczyć, jak jego matka, która z zawodu jest weterynarzem. Ponadto synowi nie idzie dobrze ze wszystkimi ruchami i taktykami, których próbuje go nauczyć ojciec.

Mama chłopca… przyznam szczerze, że według mnie została „doklejona” nieco na siłę – zero charyzmy, oryginalności, nie przyciąga specjalnie uwagi. Innym drugoplanowym bohaterem jest Glad, tzw. ,,naprawiacz”, który pozostaje przyjacielem ojca Finna. Ta postać jest fajnie opisana. Ma on wokół siebie pewną aurę respektu, chociaż twist (inaczej mówiąc – zwrot akcji) związany z nim był naprawdę BARDZO przewidywalny. Do listy bohaterów dochodzi jeszcze Emmie – ,,nowa” w klasie Finna, rozgadana, ciekawa świata, często zagaduje chłopca, by zaprosił ją do swojego domu i ma w tym swój ukryty cel. Pomimo faktu, że oryginalności w wykreowaniu postaci za grosz, to bohaterowie wychodzą na plus, bo nietrudno ich polubić.

W ,,Miasteczku Darkmord” pojawia się klasyczny wątek, w którym nie wiadomo, kto tak naprawdę jest dobry, a kto zły. Z jednej strony mieszkańcy miasteczka chcieliby mieć święty spokój od potworów, a rodzina głównego bohatera nieustannie z nimi walczy, z drugiej – Łowcy robią to tak powoli, iż ludzie mają wrażenie, że Legendy stały się tylko obiektem sławy rodu Łowców.

Czym są owe Legendy? Mianem tym określone zostały wszystkie potwory (także te, które wymieniłem we wstępie). Zazwyczaj przebywają one po Skażonej Stronie, czyli w swoim domu, który jest podobny do piekła. Dzięki specjalnym portalom mają one możliwość przedostawania się do naszego świata. Łowcy, czyli Finn i jego ojciec, muszą bronić miasta, bo Darkmord jest ostatnim miejscem na Ziemi ,,nawiedzanym” przez Legendy. Potwory zwalcza się głównie za pomocą tzw. desykatorów, czyli sprzętu, który dowolnego wroga może zmienić w małą, wysuszoną kulkę. Takowych kulek wszystkie pokolenia Łowców zebrały już ponad trzy tysiące.

Fabuła? Całkiem niezła. Chociaż jest miejscami przewidywalna – potrafi wciągnąć. Szkoda tylko, że różne miejsca w Miasteczku są tak słabo opisane. Na przykład szkoła Finna, a w niej jedynymi wspomnianymi osobami (prócz głównego bohatera i Emmie) są bracia Speed – klasyczne łobuzy, które Finnowi dokuczają, a ten, jak zwykle w takich wątkach, odgrywa się na nich. Na końcu ostro dostają za swoje. Wątek z owymi chłopakami nadaje się, łagodnie mówiąc – do niczego. Ani to specjalnie ciekawe, ani morału nie niesie… jest takie nijakie.

Świetnie za to przedstawiono uniwersum, w jakim toczy się akcja. Potwory są doskonale i szczegółowo opisane, dzieje rodu Łowców Legend wciągnęły mnie niesamowicie, bo każda z postaci jest naprawdę dobrze napisana. Mam nadzieję, że wyjdzie jakiś prequel (historia sprzed wydarzeń opisanych w tej części), w którym głównym bohaterem byłby któryś ze starszych Łowców Legend. Fantastycznie spisał się również rysownik. Nieźle pasuje też styl, w jakim pisana jest książka – humorystyczny, z nutką dystansu, bardzo przyjemnie się to czyta.

I chociaż mógłbym ponarzekać, bo zakończenie wydaje mi się jakieś dziwne (być może niesie jakieś głębsze przesłanie, którego ja nie rozumiem), bo twisty fabularne wyglądają na wyciągnięte ze Spisu Twistów Fabularnych Dla Mało Pomysłowych Pisarzy™… I w końcu moment, kiedy autor próbuje naukowo wytłumaczyć, jak wyglądałby proces zmniejszania się organizmu, np. którejś z Legend, co w kolizji z wszechobecnym humorem wypada dość pokracznie, to prawda jest taka, że ,,Miasteczko Darkmord” uważam za naprawdę dobrą książkę. Mimo że na początku traktowałem ją nieco z dystansem, to potem wciągnęła mnie tak bardzo, że przeczytałem ją w jeden dzień!

Podsumowując – Shane Hegarty spisał się naprawdę dobrze. ,,Miasteczko Darkmord” to niezwykle przyjemna i wciągająca książka, z którą zapoznać powinien się każdy fan tego typu uniwersów. Nawet jeśli przy jej pisaniu autor nie uniknął kilku błędów. Jako recenzent nie mogę ich nie wytknąć, ale jako czytelnik całkowicie je wybaczam.

c

Autor recenzji: Piotr Dybowski – uczeń gimnazjum w Mińsku Mazowieckim

c

Miasteczko Darkmord

Shane Hegarty

Wydawnictwo: Znak emotikon

c

Książki dla nastolatków: miasto, w którym czają się Legendy
Możesz ocenić ten artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *