Kraina wygasłych wulkanów w Polsce – rodzinne wyprawy

Wulkany? W Polsce? Tak. Podczas Rodzinnych Wypraw Juniorowa trafiliśmy na Pogórze Kaczawskie, gdzie oprócz wygasłych wulkanów jest wiele ciekawych miejsc do zobaczenia. Znajdą tu coś dla siebie zarówno miłośnicy przyrody, górskich wędrówek, jak i zainteresowani bardziej historią i zwiedzaniem miejskim. Są zamki, dwa zupełnie niezwykłe kościoły, których historia zainteresowała również juniorów, malownicze okoliczności przyrody oraz cisza i spokój. Bogactwo minerałów i polskie winnice (w jednej z nich znaleźliśmy gościnę). A to wszystko tylko godzinę drogi od Karkonoszy, co – jak zaraz się przekonacie – może mieć istotne znaczenie. Dla nas miało.

Bo zaczęło się od Śnieżki – najwyższego szczytu Karkonoszy – i od tego, że bardzo chcieliśmy pokazać ją dzieciom. Tylko że Karpacz, skąd wychodzą szlaki na Śnieżkę, to prawdziwie turystyczny kurort – gwarny, sezonowo tłumny, a my wolimy raczej kameralnie, spokojnie i przytulnie. Szukaliśmy więc palcem po mapie miejsca, gdzie można by zatrzymać się na kilka dni, mieć blisko na Śnieżkę i żeby było zacisznie, i spokojnie, i jeszcze żeby w okolicy odkryć coś nowego, ciekawego, wartego kilkudniowego pobytu. Zbyt wygórowane wymagania? Otóż nie! Znaleźliśmy takie miejsce. To Góry i Pogórze Kaczawskie, gdzie zatrzymaliśmy się w agroturystyce – Winnicy Agat w niewielkiej, malowniczej miejscowości Sokołowiec.

Kraina wygasłych wulkanów

Pomiędzy Złotoryją na północy, a Jelenią Górą na południu oraz Jaworem na wschodzie a Lwówkiem Śląskim i Bolesławcem na zachodzie rozciąga się kraina ukształtowana miliony lat temu przez aktywność wulkaniczną. Nie mieliśmy pojęcia, że w naszym kraju można zobaczyć wulkany. Na pogórzu Kaczawskim jest ich całkiem sporo. Najwyższy – Ostrzyca – ma wysokość 501 m n.p.m. i jest nazywany polską Fudżijamą. Charakterystyczny stożkowy kształt widać z daleka, a my widzieliśmy go niemal z okien pokoju w Winnicy Agat, która zresztą sama jest położona na wulkanicznym zboczu.

Wulkany to nie jedyna naturalna atrakcja tego regionu. Pogórze Kaczawskie to także raj dla poszukiwaczy minerałów. Można tu znaleźć jedne z najpiękniejszych w Europie agatów, lidyty, jaspisy, ametysty. Nasze dzieci podczas tej podróży bardzo zainteresowały się minerałami i zdobyły imponującą wiedzę na ich temat. Uczyliśmy się rozróżniać poszczególne minerały, dowiedzieliśmy się, czym różni się skała od minerału, co to jest geoda i jak bada się właściwości poszczególnych minerałów.

Śnieżka dla początkujących

Śnieżkę widać z daleka

Z Sokołowca do Karpacza jechaliśmy około godziny. Zdobycie Śnieżki (1602 m n.p.m.) było punktem obowiązkowym naszych wakacji. Śnieżka jest cudownym szczytem na rodzinną wyprawę – niedoświadczeni juniorzy pod okiem nieco bardziej doświadczonych rodziców mogą tu łyknąć haust piękna gór w sposób dostosowany do ich możliwości i zapału. Na Śnieżkę można wejść pieszo szlakiem z Karpacza, ale można też wjechać wyciągiem na Kopę i stamtąd zdobyć najwyższy szczyt Karkonoszy. Ta druga wersja jest mniej wymagająca kondycyjnie, więc nie musimy się obawiać, że zmęczenie pieszą mozolną wspinaczką zniechęci początkujących juniorów do dalszych górskich wędrówek. Jeśli zaś w ogóle nie mamy ochoty na wspinaczkę, na sam szczyt można wjechać wyciągiem od strony czeskiej z miejscowości Pec pod Sněžkou.

My wybraliśmy opcję pośrednią: wyciągiem z Karpacza na Kopę, a potem piesza wspinaczka na Śnieżkę. Choć w szczycie letniego sezonu trzeba było odstać półtorej godziny w kolejce do wyciągu, takie rozwiązanie okazało się idealne dla całej naszej rodziny łącznie z psem. Wyciąg jest krzesełkowy, ma pojedyncze miejsca, więc od 11-letniego Tymona wymagał samodzielności, pies jechał na kolanach u taty, a 7-letnia Marysia – u mamy. Wejście na Śnieżkę jest bardzo atrakcyjne widokowo, a dzieciom podobało się też, że można wspinać się tuż obok ścieżki po skalnym rumowisku i trochę pohycać po skałach. Schronisko na szczycie o unikalnym, bardzo charakterystycznym kształcie też podobało się juniorom, choć trochę rozczarowuje, że oferuje jedynie wejście do ciasnego korytarza, gdzie z okienka w ścianie podawane są drobne przekąski. Duża sala restauracji, ze wspaniałym widokiem za oknami, którą pamiętam z własnych wędrówek po górach naście lat temu, jest zamknięta do odwołania.

Więcej informacji o Śnieżce: http://www.sniezka.karpacz.pl

Schodziliśmy drugą ścieżką, oplatającą szczyt i biegnącą w poprzek północnego zbocza. To łagodniejsza droga, więc można sobie tuptać podziwiając cudny widok i rozmawiając bez zadyszki. Po obejrzeniu stoiska z pamiątkami w Domu Śląskim na Równi pod Śnieżką, zjechaliśmy wyciągiem z powrotem do Karpacza.

Turystyczny gwar szczytu sezonu w Karpaczu ma swój urok, ale nam wystarczyła dawka jednodniowa. Z radością wróciliśmy do Winnicy Agat, do jej sielskiego klimatu i ciszy poza zasięgiem komórkowym.

Kościół ze słomy, gliny i drewna

Kościół Pokoju swoją historią zafascynował juniorów

Nasz pobyt na Pogórzu Kaczawskim obfitował w przyrodnicze atrakcje, poświęciliśmy też jeden dzień na program miejsko-historyczny. Odwiedziliśmy Świdnicę, a w niej między innymi Kościół Pokoju. Jego historia dała początek rodzinnej rozmowie o tym, jak ludzie solidaryzują się wobec wyzwań i jak można osiągać cele pokonując trudności. Bo Kościół Pokoju powstał i przetrwał niemal cudem. Na mocy pokoju westfalskiego kończącego wojnę trzydziestoletnią (1618-1648) cesarz Ferdynand III Habsburg musiał zgodzić się na budowę trzech ewangelickich kościołów w tym rejonie. Zagorzały katolik nie był tym zachwycony, więc choć zgodę wyraził, to obwarował ją surowymi warunkami: kościoły musiały być zbudowane poza murami miast, z materiałów nietrwałych – drewna, gliny, piasku i słomy, nie mogły mieć wież ani dzwonnic, a wyglądem w ogóle nie powinny przypominać kościoła. No i należało ukończyć budowę w ciągu jednego roku. Udało się, wszystkie warunki zostały spełnione, a Kościoły Pokoju pomimo swego nietrwałego budulca przetrwały do dziś (poza jednym) i robią spektakularne wrażenie. Patrząc na Kościół Pokoju w Świdnicy nie mogliśmy uwierzyć, że tak ogromną i piękną budowlę można było stworzyć w ciągu zaledwie dwunastu miesięcy. Było to możliwe dzięki solidarności i zaangażowaniu całej ewangelickiej społeczności, a Kościół Pokoju w Świdnicy jest dziś największą drewnianą barokową świątynią na świecie – może pomieścić 7 i pół tysiąca osób!

Kościół Pokoju w Świdnicy można zwiedzać. Dla turystów przygotowano audio-opowieść, która jest odtwarzana we wnętrzu. Zwiedzanie wnętrza kościoła wraz z wysłuchaniem nagrania trwa około 40 minut. Kościół otoczony jest pięknym terenem, który też warto obejrzeć.

Więcej informacji: http://kosciolpokoju.pl/

Funt kłaków, nudy na pudy i łut szczęścia

Kasa w Muzeum Dawnego Kupiectwa zrobiła wrażenie na wszystkich

Oprócz Kościoła Pokoju w Świdnicy odwiedziliśmy jeszcze Muzeum Dawnego Kupiectwa. Znajduje się ono w budynku ratusza, który – jak to ratusz – króluje na środku świdnickiego rynku. Wewnątrz zgromadzono wiele ciekawych przedmiotów związanych z dawnym handlem. Oglądając eksponaty i zainscenizowane wnętrza różnego typu dawnych sklepów, dowiedzieliśmy się wielu rzeczy, które były odkrywcze nie tylko dla dzieci, ale i dla nas. Jak duży jest funt kłaków, dlaczego mówi się nudy na pudy, ile to jest korzec maku i łut szczęścia, dlaczego mówi się „języczek u wagi” (a nie „języczek uwagi”).

Samo muzeum zorganizowane jest w klasycznym stylu „gablotowym” – eksponaty się ogląda, bez dotykania, nie ma interaktywnych atrakcji. Ale to nie znaczy, że jest to miejsce nudne. Zbiory są piękne i interesujące, a muzealna statyczność ekspozycji daje pole do popisu dla rodziców, którzy mogą odgrzebać w pamięci własną wiedzę i podzielić się nią z dziećmi. Albo poszperać w internecie i samemu się czegoś dowiedzieć. Nasze małolaty z zainteresowaniem słuchały opowieści o tym, że w dzieciństwie ich rodziców powszechne były wagi, które teraz stanowią obiekty muzealne. Zaciekawione oglądały różne rodzaje odważników i pytały o ich zastosowanie. Rozmawialiśmy o tym, co to jest sklep kolonialny i dlaczego nie wszędzie na świecie ciężar określa się w kilogramach a miarę w metrach.

Więcej informacji: http://muzeum-kupiectwa.pl/

Winnica Agat

Winnica Agat, która okazała się doskonałą bazą wypadową naszych wycieczek, to gruntownie wyremontowane XIX-wieczne gospodarstwo, gdzie przytulne podwórko otoczone jest budynkami – domem, stodołą, dawnym kurnikiem. Dorosłe drzewa dają przyjemny cień i otulają to miejsce swoimi koronami. Tuż za zabudowaniami teren pnie się w górę – to zbocze wulkanu, na którym w równych rzędach posadzono krzaki winorośli.

Winnica Agat to klimatyczne i gościnne miejsce

Jeden z właścicieli Winnicy Agat jest też pasjonatem minerałów, co otwiera nowe możliwości poznawania świata dla tutejszych gości. Z panem Pawłem można nawet umówić się na wyprawę w poszukiwaniu minerałów, a biorąc pod uwagę, że Sokołowiec leży w samym środku „zagłębia agatowego” efekty mogą być bardzo interesujące.

Pan Marcin natomiast opowiedział nam historię winnicy i oprowadził po jej terenie. Spacerując wśród krzewów winorośli słuchaliśmy historii zniszczonego gospodarstwa, gruntownej odbudowy, pierwszych sadzonek i pierwszych zbiorów. O tym, od czego zależy smak wina i dlaczego szlachetne szczepy trudno jest uprawiać w Polsce. I wcale nie uważam, żeby opowieści o winie nie nadawały się dla dzieci. Historia wina to opowieść o europejskiej kulturze i o naturze, która karmi rośliny tym, co tkwi w glebie, a co potem odnajdziemy w smaku owoców…

Więcej informacji o Winnicy Agat: http://agroturystyka-agat.pl/

Na Pogórzu Kaczawskim, eksplorując bliższą i dalszą okolicę, spędziliśmy tylko 3 dni. Ten pobyt rozbudził w nas apetyt na więcej. Bolesławiec i słynna ceramika, zamek Grodziec, wejście na Ostrzycę, niesamowite wulkaniczne formy skalne, Ekomuzeum Rzemiosła w Dobkowie, kopalnia złota w Złotoryi – będzie co zwiedzać! Kiedy tu wrócimy, z przyjemnością znów zatrzymamy się w Sokołowcu, w Winnicy Agat. Gościnność i bezpretensjonalność tego miejsca sprawiły, że poczuliśmy się swobodnie i bardzo przyjemnie. Sokołowiec jest malowniczo położoną malutką miejscowością, wtuloną pomiędzy zbocza wzgórz. Można tu odpocząć od cywilizacji i telefonów (zasięgu komórkowego nie ma, ale dla chętnych i potrzebujących jest internet) i pozachwycać się pięknem okolicy, a potem wyruszyć na rodzinną wyprawę szlakiem wulkanów, zamków, gór i wielu innych ciekawych miejsc.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

IMG_2533c

autorka: Elżbieta Manthey – pomysłodawczyni i założycielka Juniorowa, dziennikarka, mama Tymona i Marysi, żona Krzysztofa. Studiowała filozofię i dziennikarstwo. Uwielbia książki, panoramę z Wielkiej Rawki w Bieszczadach, podróżowanie z mężem i dziećmi oraz spotkania z przyjaciółmi. Współpracowała między innymi z miesięcznikiem „GaGa”, kwartalnikiem „Twój Junior”, pisze dla Gazety Wyborczej.

 

Kraina wygasłych wulkanów w Polsce – rodzinne wyprawy
5 (100%) 3 głosów

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *