Jak być dobrym Egipcjaninem – czyli czego uczy współczesna szkoła?

John Tylor Gatto był nauczycielem w szkole przez prawie 30 lat. W Nowym Jorku, gdzie uczył, został trzykrotnie Nauczycielem Roku. Zna więc system edukacji od podszewki, był jego częścią. Musiał więc wiedzieć o czym mówi, kiedy w 1990 roku odbierał swoją nagrodę Nauczyciela Roku stanu Nowy York. W przemówieniu, które wtedy wygłosił opisał dokładnie czego musi uczyć nauczyciel w tradycyjnym systemie edukacji. Jego zdaniem jest siedem głównych zagadnień, które szkoła wpaja uczniom:

Pierwszą rzeczą jakiej uczy jest chaos. Dlaczego? Dlatego, że w programie nauczania wszystko jest oddzielnie. Ktoś nawrzucał do niego planet, liczb, niewolników, przymiotników, śpiewania, rysowania, programowania i wiele, wiele więcej. Nic nie wynika z niczego, nie ma początku, nie ma konsekwencji, nie ma rezultatów. Są definicje wybranych chaotycznie zagadnień. „To co robię, związane jest bardziej z programowaniem telewizora niż porządkowaniem świata.”

Drugą rzeczą jakiej uczy jest pozycja w klasie. Uczeń ma zostać w klasie, bo tam jest jego miejsce. Ma tam nawet swój numer. I jeśli nauczyciel dobrze będzie wykonywał swoją pracę, dzieci nie będą sobie nawet w stanie wyobrazić życia poza klasą. Pytanie tylko kto i na jakiej podstawie przypisuje dzieci do tych konkretnych klas, z którymi później muszą się identyfikować?

Trzecią rzeczą jakiej uczy jest obojętność. Rolą nauczyciela jest nauczenie dzieci tego, by nie dbały o nic, jednocześnie udając że dbają o wszystko. Dzwonek uczy, że żadna praca dziecka, żaden temat, nie jest tak naprawdę istotny. Dzwoni dzwonek, kończy się praca. Niezależnie od tego jak bardzo dziecko było zaangażowane, przyszła pora, żeby skończyć naukę matematyki, a zająć się budową pantofelka. Jak długo można angażować się w pełni w naukę, jeśli wiadomo, że kolejna i kolejna próba skończy się tak samo – rozczarowaniem i koniecznością błyskawicznego przestawienia się z jednego tematu na drugi, potem trzeci i czwarty? Czy nie wymagamy przypadkiem od ucznia, żeby zachowywał się jak robot, który włącza się i wyłącza, kiedy nauczyciel tego zażąda?

Czwartą rzeczą jakiej uczy jest zależność emocjonalna. W szkole wszystko bowiem zależy od nauczyciela (przynajmniej z punktu widzenia ucznia). Uczeń nie ma prawa sam decydować o niczym, ba – nie ma nawet prawa do wolności słowa. To nauczyciel musi ocenić, czy zachowanie dziecka jest dobre czy złe, czy jego praca jest wartościowa czy też nie, czy to co robi dziecko zasługuje na naganę czy pochwałę. Dzieci uczą się więc, że ich zdanie i ich ocena rzeczywistości nie jest wystarczająca, wszystko musi potwierdzić ktoś inny – w szkole nauczyciel, a dalej w dorosłym życiu – inny autorytet. Jak człowiek nauczony, że nie może polegać na swojej ocenie rzeczywistości, może później sam podejmować decyzje?

Piątą rzeczą jakiej uczy jest zależność intelektualna. Bo dobry uczeń przecież czeka na nauczyciela, żeby powiedział mu co ma zrobić, prawda? Jak nauczyć się podejmować samodzielne decyzje, wychodzić z inicjatywą, tworzyć nowe rozwiązania, kiedy od małego uczeni jesteśmy, że musimy polegać na decyzjach innych ludzi – ludzi lepiej od nas wyszkolonych w danym temacie? Nie ma sensu myśleć samodzielnie – zawsze jest przecież ktoś, kto nam powie jak mamy myśleć i działać.

Szóstą rzeczą jakiej uczy jest to, że poczucie pewności siebie opiera się na zewnętrznej ocenie. Nieważne, co o sobie myślisz, ważne jest to jak oceni cię nauczyciel. On jest ekspertem i tylko on może wiedzieć, czy dobrze się rozwijasz, czy twoje zachowanie jest normalne, czy to co robisz ma sens. „Nasz świat nie przetrwałby zbyt długo napływu ludzi pewnych siebie, więc uczę ich szacunku do siebie opartego na opinii ekspertów”.

Siódmą rzeczą jakiej uczy jest to, że nikt się nigdzie nie ukryje. Uczniowie są pod ciągłym nadzorem – nauczycieli i kolegów. Nie ma w zasadzie miejsca, gdzie uczeń mógłby być dłużej sam. Samotności nie można ufać, bo samotność ciężko jest kontrolować. Ten ciągły nadzór szkoła przenosi również do domu za pomocą specjalnego narzędzia monitoringu, jakim jest praca domowa. Lepiej żeby dzieci miały w domu co robić, żeby rodzice pilnowali, czy zadanie jest wypełnione. Inaczej mogłyby przecież wykorzystać jakoś pozostawiony im wolny czas i jeszcze nauczyć się czegoś, czego nie powinny, czegoś niezatwierdzonego przez program szkolny, od mamy, taty czy sąsiada, albo przeprowadzając własne doświadczenia.

Te siedem ról nauczyciela podsumowuje cytat z tego samego przemówienia (zamieszczonego później w książce „Dumbing us down” – „Ogłupiając nas”): Szkoły uczą dokładnie tego, do czego zostały zaprogramowane: jak być dobrym Egipcjaninem i trzymać się swojego miejsca w piramidzie. I tej lekcji uczą bardzo dobrze.

Czy naprawdę taki jest cel edukacji? Czy może jednak chodzi tu o coś całkiem innego?

cola_jurkowska (2)

autorka: Ola Jurkowska – nauczyciel języka angielskiego, któremu praca w szkole uzmysłowiła, jak absurdalne może to być zajęcie. W trosce o własne dzieci stara się zatem na własną rękę szukać sensownych rozwiązań w tej dziedzinie. Prowadzi bloga o edukacji, wychowaniu i zabawie – www.naszekluski.pl.

c

foto: Pixabay

Jak być dobrym Egipcjaninem – czyli czego uczy współczesna szkoła?
Możesz ocenić ten artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *