Dajmy dzieciom radość muzykowania – rozmowa z Anną Korczakowską – Najlepszym Nauczycielem Muzyki 2015

Instrument Petting Zoo

Dlaczego muzyka jest ważna w rozwoju dzieci i co zrobić, by nie zabić w dziecku radości wspólnego muzykowania – opowiada Anna Korczakowska, zwyciężczyni pierwszej edycji konkursu na najlepszego polskiego nauczyciela muzyki zorganizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Edukacji i Animacji Muzycznej.

O radości wspólnego muzykowania i o tym, dlaczego zniknęło ono z polskich szkół – z Anną Korczakowską rozmawia Wojciech Musiał:

c

WM: Mam wrażenie, że każde dziecko w sposób naturalny lubi wydawać z siebie różnorodne dźwięki, które uważa za muzykę. Dobry nauczyciel dostrzeże tę tendencję i w umiejętny sposób wzmocni i ukierunkuje jego talent. Natomiast zły nauczyciel nie tylko nie rozbudzi pasji dziecka do muzyki, ale zrazi je do niej i to często na całe życie. Ja do dziś pamiętam traumę z podstawówki, gdy musiałem przed całą klasą zagrać na flecie „Okę” pod okiem surowej i zimnej nauczycielki… Czy często spotyka się Pani z takimi przypadkami?

2915659704_4e2ebdd5ac_zAK: Ja miałam to szczęście, że spotkałam na swojej drodze samych dobrych nauczycieli, ponadto byłam wychowankiem szkół muzycznych na wszystkich szczeblach po kolei i na szczęście osobiście nie miałam negatywnych przeżyć z moimi pedagogami. Ale w ciągu wielu lat prowadzenia zespołu „Małe Słowianki” spotkałam mnóstwo przypadków dzieci, które trafiają pod moje skrzydła i nie chcą ani śpiewać, ani tańczyć, bo się wstydzą lub boją. Gdy się zorientuję, że takie dziecko jest zamknięte w sobie na skutek niemiłych doświadczeń związanych z muzyką, to próbuję pokazać mu piękno muzyki, tańca, dźwięków starając się robić to możliwie powoli i ostrożnie. Tylko tak można takie dziecko otworzyć. Jest to na pewno łatwiejsze w grupie. Gdy zespół jest zgrany, to grupa po prostu pociągnie takie dziecko za sobą. Praca indywidualna również może być skuteczna, gdy nauczyciel upewni dziecko, że ono też potrafi ładnie zaśpiewać czy zatańczyć. Ja w moim chórze bardzo powoli, systematycznie i od samych podstaw uczę dzieci wszelkich spraw muzycznych na tyle, na ile pozwala na to dany wiek w danej grupie.

WM: Muzykowanie było kiedyś nie tylko obowiązkowym elementem wychowania, ale po prostu rzeczą oczywistą. W każdym domu śpiewano, grywano na instrumentach, a osoby, które tego nie potrafiły, można było policzyć na palcach jednej ręki. W tej chwili jest dokładnie odwrotnie: osoby muzykujące to jednostki. Co się stało?

AK: Po pierwsze jesteśmy bardzo zapracowanym i zabieganym narodem. Rodzice pracują całymi dniami i nie mają czasu zajmować się dziećmi. W związku z tym organizują im czas zapisując je na różnego rodzaju zajęcia dodatkowe, żeby jakoś te dzieci „zagospodarować”. A więc po szkole obiad w stołówce i – judo czy karate, bo zajęcia fizyczne w tej chwili są najbardziej modne. Druga sprawa to program nauczania w szkołach – w tej chwili w szkole podstawowej powyżej trzeciej klasy jest raptem jedna godzina muzyki tygodniowo. W dodatku prowadzona przez osoby które nie mają należytego przygotowania muzycznego, bo mało jest profesjonalnych muzyków, którzy decydują się na pracę w „zwykłej” szkole. A w klasach 1-3 nauczyciel musi robić wszystko i naprawdę rzadko jest to osoba, która jeszcze potrafi ładnie śpiewać, grać na instrumencie i zaszczepić to dzieciom! Ponadto rozwój techniczny przyniósł łatwą możliwość słuchania a więc odsunął potrzebę samodzielnego muzykowania.

15197677279_61c924f315_zWM: Czyli Pani zdaniem rozwiązaniem byłoby wprowadzenie osobnego etatu nauczyciela muzyki?

AK: Oczywiście! Przy obecnym systemie szkolnym muzyka czy plastyka schodzi na drugi plan. A ponadto ilość testów i sprawdzianów w klasach wyższych zmusza dzieci do wkuwania po godzinach spędzonych w szkole. I gdzie tu szansa na muzykowanie? I z kim mają muzykować, skoro w rodzinach teraz się nie śpiewa?

WM: Bo w czasach sprzed radia i telewizji wspólne muzykowanie było atrakcyjnym sposobem spędzania wolnego czasu, a teraz śpiewa za nas radio…

AK: A w przedwojennych szkołach często przedmiotem obowiązkowym była gra na skrzypcach czy fortepianie… No i jeszcze wspomniana przeze mnie kwestia mody na zajęcia fizyczne dla dzieci. Nie chcę ich deprecjonować, bo młodzież faktycznie rusza się za mało, ale niestety zajęcia ruchowe odbywają się kosztem muzyki… Ja pracuję również z chórem studenckim i proszę mi wierzyć, że przychodzą do mnie ludzie, którzy dopiero na studiach znaleźli czas, by zrealizować swoją pasję śpiewania… Dochodzi nawet do tego, że z nielicznymi wyjątkami przynależność do szkolnego chóru traktowana jest przez młodzież jako kara. I tu znów rola pedagoga, by pokazać wychowankom piękno śpiewu. Wystarczy dobrać kilkoro miłośników i zapewnić atrakcyjny repertuar, a reszta zgłosi się sama. Najgorsza rzecz to obowiązkowe zajęcia dla wszystkich.

WM: A może, spytam z przymrużeniem oka, muzyka wcale nie jest nam w życiu potrzebna, może to tylko nasza fanaberia? Do czego nam, do czego dzieciom muzyka w życiu?

19830292428_3be3079247_zAK: Każda sztuka uszlachetnia. Muzyka jest sztuką komunikacji między ludźmi, która przemawia do nas za pomocą emocji, ponieważ słyszymy dźwięki od pierwszych dni życia, od rana do wieczora. Innych dziedzin sztuki trzeba się nauczyć, muzykę przyswajamy naturalnie. Natomiast wrażliwość na dźwięki trzeba już w sobie uświadomić i pracować nad nią. I dlatego dzieci powinny jak najszybciej zostać nauczone, by zwracać uwagę na brzmienia, które je otaczają. Mija nas karetka na sygnale? Porozmawiajmy o efekcie Dopplera – co to jest, dlaczego sygnał syreny się zmienia, gdy karetka nas mija. Myślę, że gdyby dzieci były od początku uczone wrażliwości na dźwięki, zaciekawienie a za tym zamiłowanie do muzyki stałoby się powszechne.

WM: Z jednej strony Nigel Kennedy, genialny skrzypek, którego edukacja muzyczna przebiegała w sposób bardzo niekonwencjonalny i który nigdy nie wziął udziału w żadnym konkursie, bo – jak mówi – nie chciał, by stres zabił w nim radość grania. Z drugiej strony Rafał Blechacz, genialny pianista, który przeszedł wszystkie stopnie państwowej edukacji muzycznej i który dzięki konkursom również stał się muzykiem klasy światowej. Gdyby położyć te dwie kariery na wadze i zmierzyć radość z wykonywania zawodu muzyka, na którą stronę przechyliła by się szala?

AK: Z Kennedym świetnie Pan trafił – znamy się z Nigelem osobiście, mój syn grywa w jego zespole na kontrabasie, a i córka również miała okazję zagrać z nim koncert. A odpowiedź na to pytanie jest bardzo trudna. Jeśli ktoś posiada wybitną osobowość muzyczną i jednocześnie odczuwa radość z muzykowania, a takim przykładem jest Nigel Kennedy, to żadne konkursy nie są potrzebne. Z drugiej jednak strony konkurs czy przesłuchanie może być katalizatorem otwarcia osobowości danego muzyka. Poza tym gdyby Rafał Blechacz, któremu przecież też nie można odmówić wybitnej osobowości, nie wziął udziału w konkursie chopinowskim, jego droga do sławy mogłaby być o wiele dłuższa i bardziej mozolna. A czy nie zgubił po drodze radości grania? To już pytanie do pana Blechacza… Każdy ma własną drogę.

3134913128_fe84d5b3f3_zWM: Pytam o to w kontekście dzieci, które na początku cieszą się muzyką traktowaną jak rodzaj zabawy, ale im są starsze, tym bardziej młyn edukacji zamienia radość na mozół codziennych ćwiczeń i stres wystąpień konkursowych. Czy wobec tego warto „skazywać” dzieci na taką ścieżkę ich zawodowego rozwoju?

AK: Na świecie jest mnóstwo utalentowanych ludzi, którzy nigdy nie zdobyli formalnego muzycznego wykształcenia, grają dla siebie, dla przyjaciół, czasami zakładają zespół. Zawodowo realizują się zupełnie inaczej, a muzyka pozostaje ich hobby. To oczywiście kwestia indywidualnego wyboru. Natomiast szkoły muzyczne zapewniają warsztat i wiedzę muzyczną, które inaczej są niezwykle trudne do zdobycia. Zwykłe muzyczne rzemiosło to ogromny kapitał, który jest według mnie warunkiem koniecznym do pełnego rozkwitu osobowości muzycznej. Druga sprawa – nawet najbardziej utalentowana osoba w pewnym momencie kariery może potrzebować dyplomu czy innego formalnego dokumentu, bez którego po prostu zderzy się ze ścianą. Pewnie, że każdy muzyk chciałby grać wyłącznie dla czystej radości muzykowania, ale życie jest twarde i niesie ze sobą mnóstwo stresu. Wrócę tu znów do postaci kluczowej w rozwoju muzycznym, czyli pedagoga. On nie może ograniczyć się do nauki rzemiosła, ale musi stać się dla ucznia mentorem, „profesorem życia”, który zabierze go na kawę, na ryby i który nauczy go nie tylko muzyki, ale po prostu istnienia.

5749126672_46c50c6768_zWM: A gdyby nagle minister edukacji zadzwonił do Pani z propozycją wdrożenia reformy edukacji muzycznej w szkołach, jakby taka reforma Pani zdaniem miała wyglądać?

AK: Nie zaczynałabym od wprowadzenia większej liczby godzin lekcyjnych muzyki. Myślę, że program takiej reformy powinien przede wszystkim odpowiadać na pytanie: Co małe dzieci lubią robić w czasie zajęć muzycznych? Nauczanie powinno wyeliminować wszelki stres związany z muzykowaniem i skupić się na zabawie muzyką. Każda szkoła powinna posiadać zróżnicowany zestaw instrumentów do takiej zabawy. Rolą pedagoga byłaby próba przekucia owej zabawy w prawdziwą muzykę. A potem stopniowo coraz wyżej, coraz trudniej. A drugi pomysł to wprowadzenie karaoke do szkół – w ten sposób dzieci mogłyby śpiewać swoje ulubione piosenki do profesjonalnego podkładu, a więc znów robiłyby to, co kochają, a nie do czego zmusza je sztywny program. Program nauczania powinien być elastyczny i dostosowany do potrzeb i umiejętności dziecka. Nie uczyć „na sucho” tego, co to są nuty, półnuty i tak dalej. Nauka poprzez radość wspólnego muzykowania to jest to. Starałabym się zreformować szkolnictwo artystyczne w kierunku postrzegania sztuki jako języka komunikacji, powodując automatycznie, że aspekt rywalizacji w niej spadłby na drugi plan.

WM: A jak rozpoznać talent muzyczny u dziecka? Bo rodzice, którzy sami są muzykalni, dostrzegą ten talent i będą wiedzieli, w jaki sposób go rozwinąć. A co z rodzicami, którzy nie mają z muzyką nic wspólnego?

AK: Tacy rodzice, jeśli tylko zauważą, że ich dziecko lubi bawić się w muzykę, powinni pójść do fachowca z prośbą o przesłuchanie. To może być pani od muzyki w szkole, ale też osoba, która prowadzi zajęcia muzyczne w domu kultury, czy nawet ktoś z rodziny lub znajomych, kto gra amatorsko na jakimś instrumencie. Takich osób jest dookoła mnóstwo i można je znaleźć wszędzie. Przecież w każdej parafii jest organista – podejść, porozmawiać, poprosić o radę i już!

WM: Czy większość dzieci posiada umiejętność muzykowania, czy to raczej rodzynki w cieście?

AK: Sądzę, że większość dzieci ma potencjał muzyczny, tylko często jest on głęboko schowany. Dzieci wstydzą się zaśpiewać, wystukać rytm, zaklaskać, bo to obnażanie swoich intymnych, najgłębszych emocji… Jak to zostanie odebrane – to wymaga odwagi. Ale jeśli tylko jest w nich iskierka, dobry nauczyciel rozdmucha ją i rozpali w dziecku prawdziwy ogień.

c

dsc_9860Anna Korczakowska jest nauczycielem muzyki dla osób z różnych grup wiekowych. Jest chórmistrzem w Zespole Pieśni i Tańca „Małe Słowianki” w Centrum Młodzieży w Krakowie, prowadzi zajęcia ze studentami — członkami Akademickiego Chóru „Cantata” Politechniki Krakowskiej, współpracuje z Uniwersytetem Trzeciego Wieku Politechniki Krakowskiej prowadząc zajęcia wokalne z seniorami. Współpracuje też ze Studiem Teatru, Muzyki i Tańca w Krakowie prowadząc zajęcia wokalne i emisji głosu. W okresie 20 lat pracy w Zespole „Małe Słowianki” przygotowała wokalnie ponad 1000 koncertów w kraju i zagranicą z repertuarem zawierającym pieśni narodów słowiańskich w oryginalnych językach. W swojej pracy udaje się jej przekonać młodzież do kultywowania tradycji narodowych przez wprowadzenie do repertuaru zespołu okolicznościowych pieśni patriotycznych i religijnych, które też są prezentowane podczas wyjazdów zagranicznych na Międzynarodowych Festiwalach Folklorystycznych. Szczególnym przedsięwzięciem jest przygotowanie wokalne Zespołu do występów w środowiskach osób niepełnosprawnych, domach pomocy społecznej, ośrodkach kultury, szkołach i przedszkolach. Jest członkiem Zespołu Pieśni Słowiańskiej „Prasłowianki”. Jest zwyciężczynią pierwszej edycji konkursu na najlepszego polskiego nauczyciela muzyki zorganizowanego przez Polskie Stowarzyszenie Edukacji i Animacji Muzycznej.

c

Rozmawiał: Wojciech Musiał

zdjęcia: Jan Zych, dominique cappronnier, CMFRIESE, Elim Photography, eddie welker, slgckgc, Ecrire,
Dajmy dzieciom radość muzykowania – rozmowa z Anną Korczakowską – Najlepszym Nauczycielem Muzyki 2015
5 (100%) 7 głosów

One comment

  • Irena

    Muzyka super kształtuje wrażliwość i osobowość dziecka, warto nasze pociechy tym zainteresować. Nawet najprostszy keyboard może sprawić dziecku wiele radości i być takim bodźcem do dalszego pójścia w tym kierunku. Wiem coś o tym, bo moja córka chodzi już piąty rok do szkoły muzycznej, a zaczynała od prostego casio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *