Czy warto dzieciom czytać lektury naszego dzieciństwa?

IMG_2725

– Mamo! Ale mamy czytania! – ucieszył się Junior, kiedy przyszła paczka z książkami. W paczce same dinozaury (bez obrazy): Szelburg-Zarembina, Ożogowska, Bahdaj, Szmaglewska, Musierowicz… Książki, które pamiętam z własnego dzieciństwa. Kiedyś myślałam, że one się w ogóle nie będą nadawały do czytania moim dzieciakom. Język nieco inny, niż współczesny, rzeczywistość opisywana momentami zupełnie muzealna. Nie namawiałam więc specjalnie Juniora do zagłębiania się w moje dziecięce lektury. Ale co stało na półce, to próbować nie broniłam.

Zaczęło się jeszcze w czasach przedszkolnych od „Ferdynanda Wspaniałego„. Akurat ten kawałek literatury jako dziecko ominęłam. Jakoś mnie nie wciągnął. Kiedy więc Junior wydłubał go z półki i zażyczył czytania, byłam raczej sceptyczna. Ale dziecko chce, matka czyta. I się okazało, że dziecko rozsmakowało się w prozie pana Kerna, a i cała rodzina świetnie się przy lekturze bawiła.

flickr_Patrick_Reading TimeZachęcona sukcesem „Ferdynanda”, zaproponowałam Juniorowi „Doktora Dolittle”, którego dla odmiany uwielbiałam, smarkulą będąc. Doktor, w przeciwieństwie do Ferdynanda, okazał się nudziarzem, co stwierdziłam zgodnie wraz z Juniorem już po czterech rozdziałach. Doktora porzuciliśmy, ale Junior już chwycił bakcyla szperania w „książkach mamy”. Następne były „Kukuryku na ręczniku” i „Kajtkowe przygody”, które się dziecięciu spodobały bardzo.

Sięgając po „Dzieci z Bullerbyn” miałam pewne wątpliwości. Mała szwedzka osada, rzeczywistość minionego wieku, odległa od naszej czasowo, kulturowo, społecznie, obyczajowo… No po prostu inny kosmos. Ale kosmos fascynujący i zabawny, co obydwa moje dzieciaki potwierdziły zdecydowanie i bez wahania:

– Mamo, możesz jutro kupić drugą część? Prooooszę – zajęczał Junior, wysłuchawszy książki do końca. Bardzo był zawiedziony, że drugiego tomu „Dzieci z Bullerbyn” nie ma, więc na pocieszenie zaproponowałam mu „Karolcię”.

„Karolcia” okazała się hitem. Na szczęście miała drugą część. Po niej popadliśmy w uzależnienie od Jana Grabowskiego historii przeróżnych o psach i kotach. Dzieci pokochały „Finka” tak bardzo, że Junior od razu wyciągnął z półki „Puca, Bursztyna i gości”, a potem były kolejno „Reksio i Pucek” oraz „Kochany zwierzyniec”.

15219352255_3e2447d9f9_kMoje własne zbiory książek czytanych przed laty już się wyczerpały, sięgamy więc do bibliotek i antykwariatów. Na szczęście Allegro pełne jest takiej literatury za grosze, więc czytamy – głównie na głos wspólnie, bo dzieciaki uwielbiają taki sposób obcowania z książkami, a i ja chętnie przypominam sobie książki z własnego dzieciństwa. Jeśli zdarzają się słowa dla juniorostwa niezrozumiałe – wyjaśniam, podobnie z niektórymi fragmentami opisywanego świata, które w rzeczywistości współczesnej, nie występują. Dzieciaki rozumieją, że coś było kiedyś, a teraz jest inaczej. Ciekawi je świat mojego dzieciństwa, często pytają o to, jak wyglądało życie dawniej. Różnice między „wtedy” a „dziś”, które wyczytujemy wspólnie z książek, prowokują ciekawe rozmowy – nie tylko o tym, że kiedyś nie było komputerów, ale i o tym, że ludzie inaczej myśleli, na wiele spraw mieli inne poglądy niż obecnie, czasami inaczej się zachowywali. Dzieci – jak Karolcia – często zostawały same w domu, kiedy rodzice pracowali, a szczytem marzeń chłopięcych był rower a nie konsola Playstation. Myślę, że dzięki tym lekturom i rozmowom, moje dzieci uczą się, że świat jest różnorodny. Nie tylko, że „kiedyś” różni się od „teraz”, ale że w „teraz” zawiera się ogrom różnych ludzkich mikrokosmosów. I mam wrażenie, że ogarnięcie tego nie sprawia wielkich trudności tym małym rozumkom.

Moje wątpliwości, czy warto dzieciom proponować stare książki już się rozwiały. Czytamy tyleż staroci, co nowości. O jednych  drugich będziemy jeszcze wielokrotnie pisać w Juniorowie.

tekst: Elżbieta Manthey

foto: archiwum autorki, Patrick, David D
Czy warto dzieciom czytać lektury naszego dzieciństwa?
5 (100%) 2 głosów

3 komentarze

  • Moja córa uwielbia książki mojego dzieciństwa. Zachwyciła się wieloma ,,Karolcia” ,,Bułeczka” ,,Dzieci z Bullerbyn” ,,Akademia Pana Kleksa ” ,,Awantura o Basię” ,,Oto jest Kasia” ,,Tajemniczy Ogród” ale jest jedna w której Misia zakochała się na amen. To ,, Ania z Zielonego Wzgórza”. Tak bardzo , że w nasze wieczorne czytanie wkroczyła niedawno już 3 część ,,Ania na Uniwersytecie”. Mimo, że wiek Ani w tej książce to ok. 20 lat, Córa nie ma dość i często powtarza, że przeczytamy wszystkie części. Ja uwielbiam takie wspólne wieczory z książką, dają nam ogromną frajdę. Ja z przyjemnością wgłębiam się w lektury z dzieciństwa. Dominiczka bo przeżywa przygody wspólnie z bohaterami książek. Każdemu polecam taki wspólnie spędzony czas z dzieckiem.

  • Dzięki za przypomnienie tylu fajnych książek! Moja córka ma ledwo ponad roczek, a ja powoli, systematycznie uzupełniam biblioteczkę 🙂

  • Ja też czytam mojej córce książki z mojego dzieciństwa. Byłam zaskoczona, że „Karolcia” ją przeraża, „Malutka czarownica” nudzi, za to zachwyca „Doktor Dolittle” – moje odczucia z dzieciństwa były dokładnie odwrotne. Wspólne czytanie starych lektur pozwoliło mi lepiej poznać moją córkę. Uświadomiło też, że ona nie jest taka jak ja, że ma własny gust, własne upodobania, własne lęki i własne poczucie humoru.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *