Co z tą szkołą? – pyta i odpowiada profesor neurobiologii Joachim Bauer

back-to-school-1191764_1280

W czasach końcowego PRL czyli w 1988 roku trafiłam do Oregonu w USA. Rodzina u której mieszkałam postanowiła mi pokazać szkołę swoich dzieci. Zwykłą podstawówkę na amerykańskiej prowincji, bo Coos Bay to była naprawdę malutka mieścina. Do dziś pamiętam zdumienie, gdy pokazali mi… studio nagraniowe dla szkolnego zespołu: takie, o jakim Polskie Radio mogło wtedy tylko pomarzyć. Ale wtedy nie zdawałam sobie jeszcze sprawy, że tak naprawdę to nie te nowinki technologiczne stanowią o ich przewadze nad nami, lecz system, w jakim dzieci są nauczane. Cała kultura nauczania mówiąca: poniosłeś porażkę, pomyliłaś się? Super, wyciągnij z tego lekcję na przyszłość! Potrzebujesz czasu / wsparcia / kontaktów? Jesteśmy tu, by ci pomóc. Sky is the limit – nie bój się szukać swojej drogi. Rzecz jasna upraszczam teraz, bo jak wszędzie są tam szkoły o bardzo różnej kulturze nauczania, ale generalnie bardzo pomocnym w rozwoju jest ta amerykańska bezpośredniość i bliskość. Jako uczennica nigdy nie wyobrażałam sobie, że mogę polemizować z poglądami nauczycieli, że moje zdanie ma jakąś dla nich wartość. Co potem przekłada się na podejście do siebie w życiu dorosłym.

I oto dziś czytam książkę „Co z tą szkołą? Siedem perspektyw dla uczniów, nauczycieli i rodziców”. Jej autor Joachim Bauer jest neurobiologiem (i jednym z twórców projektu budzących się szkół), którego pasjonuje badanie jak działa mózg w szkole i co z tego wynika. A wynika dość ponury obraz szkoły, jako miejsca gdzie generalnie wszyscy koncentrują się na wskazywaniu dzieciom czego nie umieją. 6085668928_7a0b98840f_zW efekcie kończąc edukację doskonale wiemy w czym jesteśmy słabi (wow, ale to świetnie działa na naszą samoocenę!). Jak zauważa autor: „ogromna część absolwentów naszych szkół nie nabywa w nich żadnej z cech, które przygotowują człowieka do życia: wiary w siebie, wewnętrznej motywacji, solidnej wiedzy oraz kompetencji społecznych i emocjonalnych.”

Jak to zmienić? Jak sprawić, by szkołą stała się miejscem przyjaznym dla uczniów, nauczycieli i rodziców? Tworząc z nich zespół ludzi autentycznie zaangażowanych we wspólne działanie, zamiast walczących, wrogich plemion? Odpowiedź nie jest łatwa, ale wskazanie 7 perspektyw pozwala na wprowadzenie pozytywnych zmian. By się to jednak udało, warto zrozumieć jak funkcjonuje nasz mózg. Zresztą to fascynujące zagadnienie, dlaczego wiedząc tyle o jego działaniu, polska szkoła wciąż funduje dzieciom (i ich rodzicom) koszmar kilkugodzinnego odrabiania lekcji, choć wiadomo, że z takiej wiedzy pożytek jest znikomy.

„Dzieci to nie segregator biurowy, do którego można wkładać dawki wiedzy niczym zapisane kartki papieru” – pisze autor i wyjaśnia w jaki sposób nauczyciele mogą w dzieciach rozbudzać (lub tłumić) chęć nauki i wewnętrzną motywację.

Zwraca też uwagę jak bardzo uczniom potrzebny jest ruch: ale nie w formie W-F z musztrą i obsesyjnym mierzeniem wyników, lecz zajęć sportowych rozbudzających radość życia. Drugim obszarem, równie niedocenionym a niezbędnym do rozwoju uczniów, są zajęcia muzyczne i plastyczne, sprowadzone w większości placówek do nudnego 5587021073_466e002c01_bodbębnienia punktów z programu. Wystarczy zobaczyć film dokumentalny „Rythm is it!” (o pionierskim projekcie tanecznym w szkołach z problemami), by uzmysłowić sobie jak ogromny niewykorzystany potencjał tkwi w działaniach artystycznych. Ale czego oczekiwać, gdy nauczyciel muzyki na moją propozycję przyjścia z instrumentami z różnych stron świata i pobawienia się z dziećmi we wspólne tworzenie rytmu pisze mi: „Slajdy warto by zrobić, np. z nazwami i kontynentami – gdzie coś jest używane i skąd pochodzi. W końcu to ma być lekcja, a nie tylko potrząsanie.” No i po entuzjazmie dzieci do grania „pozamiatane”.

Jeśli zaś chodzi o współpracę rodziców z nauczycielami, to kluczową sprawą jest wzajemne zaufanie. O co niezwykle trudno, w sytuacji gdy rodzice (często skłóceni ze sobą) mają roszczeniową postawę lub zupełnie wycofują się z życia szkoły, zaś z drugiej strony rodzice zaangażowani popadają ze szkołą w konflikt (gdyż wykraczają poza standardowe oczekiwania placówki wobec rodziców, ograniczone zwykle do składek i ewentualnej opieki przy wyjściach).

Na koniec autor zadaje pytanie „W jakim świecie chcielibyśmy żyć?” i ukazując jakie miejsce w nim mają dzieci i młodzież. Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, by poczuły się potrzebne i „przydatne”. „Człowiek „przydatny” to ten, który ma znaczenie dla innych o który poprzez swój wkład dla dobra ogółu wypracowuje sobie ich szacunek i uznanie, i tym samym doświadcza radości życia. Tak rozumiane „bycie przydatnym” jest dla dzieci i młodzieży jedynym sposobem na to, by „ich przeżycia i doświadczenia były przepełnione poczuciem sensu.” Czyż nie jest to prawdziwe wyzwanie – pomóc dzieciom stawać się prawdziwymi współtwórcami szkoły, w której spędzają większość swego życia? Ale kto z dyrekcji i nauczycieli jest na to gotowy?

20150819144208Co_z_ta_szkola_dobra_literatura_okladka_netc

Co z tą szkołą? Siedem perspektyw dla uczniów, nauczycieli i rodziców

autor: Joachim Bauer

wydawnictwo: Dobra Literatura

c

c

c

autorka: Anna Olej-Kobus, źródło: „PippiAnna – blog Anki Olej-Kobus”

foto: Pixabay, Phil Roeder (CC BY 2.0), woodleywonderworks
Co z tą szkołą? – pyta i odpowiada profesor neurobiologii Joachim Bauer
5 (100%) 4 głosów

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *