Budzące się szkoły czyli zefir zmian w edukacji

Dawno, dawno temu urodziła się królewna Edukacja Szkolna. Była mądra, dobra i potrzebna ludziom. Niestety mijały dziesięciolecia, a ona zapadała coraz bardziej w sen. I choć pojawiło się wielu, próbujących ją obudzić, to nikomu się to nie udało. Dopiero dziś wreszcie ma szansę obudzić się naprawdę. Ale tylko szansę.

Idea „Budzących się szkół” powstała w Niemczech w 2007 roku z inicjatywy Margret Rasfeld, dyrektorki jednego z berlińskich gimnazjów, Stephana Breidenbacha, profesora prawa na Uniwersytecie Europejskim Viadrina i profesora neurobiologii, Geralda Hüthera (widzieliście film „Aflabet”? Koniecznie!). Efektem współpracy trojga reformatorów było stworzenie szkoły, która odchodzi od kultury pouczania i nauczania i tworzy kulturę uczenia się. Szkoły, w której uczniowie nie są prowadzeni za rękę, tylko przejmują odpowiedzialność za własną naukę. Brzmi jak herezja? Ale naprawdę działa!


O ruchu Budzących się szkół pisaliśmy też TU.


Jest to oddolna inicjatywa, mająca na celu poszukiwanie nowego modelu szkoły, porzucającego pruski model dyktatu i odtwórczości, na rzecz kreatywnej nauki, pomagającej sprostać wyzwaniom XXI wieku. O tych wyzwaniach a także o procesie nauczania mówiono w Warszawie 9 grudnia podczas konferencji „Budząca się szkoła – motywacja, relacje, uczenie się” zorganizowanej przez Uniwersytet Warszawski i Mazowieckie Samorządowe Centrum Doskonalenia Nauczycieli. Profesor neurobiologii Joachim Bauer w porywającym wykładzie przedstawił zależności relacji nauczycieli i uczniów w budowaniu motywacji i wiary we własne siły przez uczniów. Wiele z omówionych na wykładzie tez zawarł w swojej książce „Co z tą szkołą”, gdzie m. in. zwraca uwagę, że ogromna część absolwentów opuszczających szkoły nie nabywa w nich żadnej z tych cech, które przygotowują człowieka do życia: wiary w siebie, wewnętrznej motywacji, solidnej wiedzy oraz kompetencji społecznych i emocjonalnych. Nic dziwnego, wszak współczesna szkoła jak walec zrównuje wszystkich, oczekując nierealnie, że będą tak samo dobrzy we wszystkim. Jak słyszę nauczyciela mówiącego „już ja zrobię z moich wszystkich uczniów polonistów / historyków/ matematyków” to mnie ciarki przechodzą i mam ochotę uciekać. Bo to do czego dziecko ma talent i pasję w takim spojrzeniu zupełnie się nie liczy.

Margret Rasfeld przedstawiła, jak w praktyce wygląda nauka w prowadzonej przez nią szkole w Berlinie podkreślając, że kompetencjami przyszłości nie jest mechaniczne odtworzenie nabytej wiedzy, lecz elastyczność uczenia się (przez całe życie!), empatia i umiejętność zmiany myślenia, otwartość na zmiany, kreatywność i praca w zespole, poczucie odpowiedzialności za siebie i innych oraz odwaga w działaniu. Dość dramatycznie różni się to od mierzenia wiedzy uczniów testami (krytykowanymi praktycznie przez wszystkich reformatorów edukacji). Na pytanie „Dlaczego szkoły potrzebują autonomii” Profesor Małgorzata Żytko w jasny sposób odpowiedziała, że jest to podstawowy warunek wprowadzenia zmiany, innowacyjnej edukacji, sprostania wyzwaniom współczesnego świata i wreszcie budowy demokratycznego społeczeństwa.

Dr Marzena Żylińska w wykładzie „Uwierzyć w siebie. Jak w praktyce wykorzystać wiedzę o mózgu.” zwróciła uwagę na bardzo istotny problem współczesnych szkół: Ilu uczniów opuszcza dziś swoje szkoły, doskonale wiedząc, do czego „nie mają talentu” i zupełnie nie wiedząc, jakie są ich silne strony? Brzmi znajomo? Jeszcze jak! Problem w tym, że współczesne szkoły koncentrując się na wytykaniu błędów najczęściej zupełnie ignorują pozytywne wspieranie. Zwłaszcza, że tempo nauki, jednakowe dla wszystkich, jest w gruncie rzeczy dla dzieci zabójcze. Dlatego należałoby zastąpić w nauczaniu kulturę błędu (której celem jest bezbłędna reprodukcja treści), kulturą doceniania (z materiałami bazującymi na rozwijaniu indywidualnego potencjału każdego dziecka i jego autonomii przez działanie).

Na koniec głos zabrali praktycy z Polski. Bożena Będzińska-Wosik, dyrektorka publicznej Szkoły Podstawowej nr 81 w Łodzi zwróciła uwagę, że bez dyrektora będącego liderem zmian, obudzenie i realna zmiana w szkole nie jest możliwa. I poradziła, by każdy dyrektor ugiął kolana i spojrzał na szkołę z perspektywy dzieci (niezwykle inspirujące doświadczenie, spróbujcie sami!) oraz pozwolił rodzicom na bycie partnerami szkoły.JHML0902_1773 Co nie jest łatwe, ale na czym (w długofalowej perspektywie) wszyscy skorzystają. Izabella Gorczyca, dyrektorka prywatnej szkoły w Konstancinie „No Bell” opisała, w jaki sposób odchodzenie od tradycyjnych form nauczania (m. in. w szkole nie ma dzwonków) wpływa na rozwój dzieci i pobudza ich chęć do nauki. Natomiast Jarosław Szulski, nauczyciel geografii w szkole im. T. Reytana w Warszawie opowiedział, że poza różnymi innymi niekonwencjonalnymi działaniami, zaproponował uczniom możliwość NIE przychodzenia na jego zajęcia. Jak do tej pory rzucili mu wyzwanie i przychodzą.

Czy szkoły muszą się zmieniać? Nie. Mogą pozostać takie, jakie znamy z naszego dzieciństwa. Ale czy tego naprawdę chcemy? Czy uczyni to nasz świat i otoczenie lepszym? Jak pisze światowej sławy nauczyciel Ken Robinson w swojej książce „Kreatywne szkoły”: Tętniąca życiem szkoła może karmić całą społeczność, stając się źródłem nadziei i kreatywnej energii. Słabe szkoły mogą wyssać optymizm ze wszystkich uczniów i rodziców, którzy są od niej zależni, pomniejszając ich szanse na rozwój. Być może najlepszym podsumowaniem problemu przed jakim stoimy są słowa dr Marzeny Żylińskiej: W przedwczorajszych szkołach wczorajsi nauczyciele uczą dzisiejszych uczniów rozwiązywania problemów jutra.

Jeśli naprawdę chcemy obudzić polskie szkoły potrzebujemy mądrych dyrektorów z wizją, zaangażowanych nauczycieli i wspierających ich rodziców. Potrzebujemy zupełnie nowego podejścia do edukacji przez nadzorujące szkoły władze i zmiany systemu oceniania wyników szkół. Potrzebujemy zmiany także w sobie. I to być może jest największym wyzwaniem.

c

autorka: Anna Olej-Kobus, źródło: „PippiAnna – blog Anki Olej-Kobus”

foto: atelier PRO Studio Leon Thier - Lorentzschool leiden (flickr.com)
Budzące się szkoły czyli zefir zmian w edukacji
5 (100%) 5 głosów

5 komentarzy

  • szkolarka

    Nie pierwsza, nie ostatnia matka…Zostań z dzieckiem w domu (ND-bardzo w modzie) – napewno bedziesz miała szczęśliwe dziecko!!

    • Nie wiem, czy powinnam wyczuwać sarkazm czy nie…

      • szkolarka

        Nie… pracuję w szkole ponad 30 lat! Coraz bardziej denerwuje mnie brak kompetencji (wiedzy, umiejętności i woli) nauczycieli, którzy robią bardzo dużo szkody dzieciom. Żałuję, że nauczanie domowe w czasie gdy moje dzieci chodziły do szkoły nie było na topie. Nie musiałam, nie posłałam dziecka do „zerówki” – to był najpiękniejszy „czas edukacyjny” dla syna… dużo by pisać… Wiedza, umiejętności i postawa przewyższała innych – i naprawdę nie przejęłam się nadto pracą z synem… a gdybym to zrobiła…???
        Pozdrawiam – warto przemyśleć ND

        • Rozumiem. Ja wiem, jak bardzo edukacja domowa byłaby dla niego z pożytkiem. Jedyny problem to ten, że moje dziecko bardzo potrzebuje kontaktu z rówieśnikami i sytuacji „bez mamy”- widzę, jak ograniczająca go nieśmiałość maleje w świetle tego rodzaju doświadczeń. A sytuację mamy taką, że nie mogę mu zrekompensować aż tylu bodźców na własną rękę. Także utknęłam 🙁 A Pani opinia o szkole i ED w sytuacji, gdy jest Pani nauczycielką z taką praktyką… cóż, robi wrażenie. I daje do myślenia. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

  • Jeden z tych artykułów, które wpędzają mnie w jeszcze większą frustrację. Bo mam w domu utalentowane, ciekawe świata dziecko, które chodząc do pierwszej klasy już nie cierpi szkoły. Bo się w niej nudzi. Nie mam możliwości zaproponowania mu innej szkoły (wieś), sama jestem z wykształcenia nauczycielem i wiem jak to wszystko działa. I jak mogłoby działać. Ech 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *